sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 31

Po moich policzkach zaczęły strumieniami spływać łzy, zatrzymałam się, odwróciłam w stronę chłopaka, szedł w przeciwną stronę. Chciałam pobiec tam i po prostu wtulić się w niego, tak cholernie mi tego brakowało, ale odwróciłam się i wycierając łzy, weszłam kawiarni. Przy stoliku gdzie wcześniej siedziałam, czekała na mnie Stella wraz z Marciem. Usiadłam na swoim miejscu i chciałam przerwać tą niezręczną ciszę, jednak nie wybrałam najlepszego tematu do rozmowy.
- Marc... co u was?
- Jak to u "nas"?- zapytał ze zdziwieniem.
- No u was... u ciebie i Pauliny.
- Nie jesteśmy razem... zdradziła mnie.
- Żartujesz sobie?
- Nie, to chyba... nie moje dziecko niedługo urodzi.
- Marc ja nie wiem co... co mam ci powiedzieć, nie sądziłam, że ona może zrobić coś takiego.
- Ja właśnie też nie... Wiesz, ja już pójdę.- powiedział z ogromnym smutkiem, wstał od stolika i udał się w stronę wyjścia.
- Okej, trzymaj się, jakoś się ułoży- powiedziałam, posłałam mu uśmiech i pomachałam mu na pożegnanie, odwzajemnił gest i wyszedł. Byłam w szoku po tym, czego dowiedziałam się przed chwilą.
- Idziesz się napić?- zapytała Stella.
- Wiesz, jakoś nie mam ochoty...
- No chooodź.- powiedziała i zaciągnęła mnie do baru.
- Nie!- powiedziałam zirytowana.
- Prooooszę, dzisiaj są twoje urodziny, musimy to jakoś uczcić.
- Dobra... ale tylko jednego drinka. Jednego!- powiedziałam, pogroziłam jej palcem i się wyszczerzyłam.
- Jasne- odpowiedziała, obie się zaśmiałyśmy.
Rzecz jasna, że nie skończyło się na jednym drinku, przyjaciółka namówiła mnie na kolejnego... i kolejnego, tak chyba ze sześć razy.

*Alexis*
Właśnie wychodziłem z kwiaciarni, gdy zaczął dzwonić mi telefon, dzwonił Gerard, odebrałem.
- Stary! Wracaj tutaj bo się laski schlały i zaraz...
- Już jadę- odpowiedziałem i pobiegłem do samochodu, po chwili byłem już na miejscu, bukiet dla Alex zostawiłem w samochodzie, na tylnym siedzeniu, wyszedłem z samochodu i wszedłem do budynku, ujrzałem Alex tańczącą na stole wraz ze Stellą, podszedłem bliżej, cały czas się na nią uważnie patrząc, w pewnym momencie dziewczyna się zachwiała i gdyby nie ja, wylądowałaby na ziemi. Złapałem ją, ona popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i przytuliła do mnie, postanowiłem zawieść Al do domu, zaniosłem ją do samochodu i niedługo po tym byliśmy już pod moim domem. Przeniosłem ją do sypialni i położyłem na łóżku, mamrotała coś pod nosem, chciała, żebym z nią został, z resztą nie miałem innego wyboru, bo objęła mnie w pasie i zasnęła. Nie chciałem jej budzić, więc leżałem tak obok niej, w końcu i ja zasnąłem.

*Alex*
Obudziłam się i poczułam ogromny ból głowy, chwyciłam telefon i sprawdziłam godzinę, było wpół do ósmej. Odłożyłam telefon na szafkę, poleżałam jeszcze około piętnaście minut pod cieplutką kołderką i wstałam z zamiarem udania się do kuchni po jakieś tabletki na ból głowy. Usiadłam na łóżku i zauważyłam, że na szafce stoi szklanka wody i opakowanie tabletek przeciwbólowych, znajdowała się tam jeszcze karteczka z "wiadomością" od Alexisa.
- Boże, jak on bazgrze- pomyślałam i połknęłam dwie tabletki, próbowałam odczytać to co mi miał do przekazania, ale bezskutecznie. Położyłam się ponownie i leżałam tak dobre półtorej godziny, w końcu gdy głowa przestała boleć wstałam, poszłam wziąć gorący prysznic, ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam do kuchni.
Z lodówki wyciągnęłam karton soku pomarańczowego, nalałam trochę do szklanki i poszłam do jadalni, spostrzegłam stojący na stole wazon z wielkim bukietem czerwonych róż, mimowolnie się uśmiechnęłam. Usiadłam przy stole, otwarłam laptopa i popijając sok zaczęłam przeglądać jakieś wiadomości, plotki i tak dalej. Nie było tam nic ciekawego do oglądania więc zamknęłam laptopa, odniosłam pustą szklankę do kuchni i postanowiłam się przejść. Jednak gdy zauważyłam jaka jest pogoda wybiłam sobie ten pomysł z głowy. Udałam się do salonu, usiadłam na kanapie i umierałam z nudów. Alexis wrócił do domu kilkanaście minut później.
- Hej- uśmiechnął się na mój widok.
- Hej- odpowiedziałam i też się uśmiechnęłam.
- Jak się czujesz?- zapytał.
- Teraz jest okej... co ja wczoraj...
- Trochę się wczoraj narąbałaś...
- Trochę?
- I prawie łupnęłaś ze stołu, bo zachciało się wam tańczyć- powiedział i się zaśmiał.
- Ale nie...
- Nie, nie było striptizu.- odpowiedział i zaczął się brechtać
-Uff...- odetchnęłam z ulgą.- Tak w ogóle który dzisiaj jest?
- Dwunasty
- Dokładnie za tydzień będą twoje urodziny. Szczerze mówiąc to aż się boję...
- Ja też... o ciebie, bo po tym co wczoraj odwalałaś to...- powiedział, ponownie się zaśmiał, podszedł do mnie, objął i namiętnie pocałował.



I jak? :D Wieeem... do d**y ;_; miałam wcześniej napisać i dodać, ale babcia do mnie na święta przyjechała i ... no same rozumiecie xD



Macie fociałkę z wczorajszego meczu Arsenalu :D Nadal jestem pod wrażeniem tej bramki zdobytej przez Alexisa *~*
Jestem z niego dumna! xD Mam nadzieję, że jutro też będzie tak dobrze grał, w sumie tak jak zawsze no ale... Mam nadzieję, że znów czymś zaskoczy! :D

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Życzę Wam Kochane zdrowych i wesołych Świąt,
żebyście spędziły je w gronie rodziny,
spełnienia marzeń, tych dużych i tych maleńkich.
Całuję, Ola :*

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 30

Gdy tylko wyszliśmy na dwór okazało się, że jest strasznie zimno, w końcu był grudzień, nie mogłam uwierzyć jak ten czas szybko zleciał. Pobiegłam szybko ubrać coś cieplejszego, Chilijczyk tak samo. Pojechaliśmy jeszcze po Stellę i już kilka minut później byliśmy na Camp Nou. Alexis poszedł do szatni się przebrać a ja z przyjaciółką udałam się na trybuny.
- Wy coś... no wiesz... ekhem?
- Nie coś ty...-odparłam zmieszana na podejrzenia dziewczyny.
- Przecież to widać... musieliście coś...
- Oj zamknij się kobieto...
- Czyli jednak było coś...- powiedziała po kilku minutach ciszy.
- Niech ci będzie...
- Aaa! Serio?
- Tak... serio.- odpowiedziałam przybijając facepalma.
- Jaki jest? 
- Bez przesady... moja sprawa, nie będę ci mówić o takich rzeczach. ..
- Aż tak źle?- zapytała i się wyszczerzyła. Nic nie odpowiedziałam, tylko zmierzyłam ją wzrokiem, wstałam z ławki i udałam się do szatni, chciałam zmienić buty na korki, bo miałam zamiar zagrać z tymi kochanymi debilami.  Bałam się tam wchodzić... bałam się, że oberwę czyjąś skarpetą... lub czymś innym, zdarzyło się to już kilka razy, więc wolałam dmuchać na zimne i weszłam tam z zamkniętymi oczami i zasłaniałam głowę rękoma. Tak jak się spodziewałam czekała tam na mnie niespodzianka. Mianowicie Marc Bartra ganiał za Leo po całym pomieszczeniu... w pewnym momencie się potknął i łapał tego co miał pod ręką... złapał akurat za spodenki Gerarda i po prostu mu je zdjął, Bogu dzięki, że miał majtole. Geri nie wiedział co się dzieje zdzielił Fabregasa w łeb, bo myślał, że to on, Fabsiu zaczął uciekać a Pique gonił za nim rozbawiony z opuszczonymi spodenkami.  Stałam tam, opierałam się o ścianę i płacząc ze śmiechu przyglądałam się temu co oni wyczyniają. Później gdy ten totalny chaos się uspokoił podeszłam do mojej szafki w rogu i wyciągnęłam korki, zmieniłam obuwie i postanowiłam powoli zmierzać w kierunku boiska, jednak poczekałam na Alexisa i wraz z nim wyszliśmy na końcu. Stella zaczęła szaleć na ławce,  gdy tylko zobaczyła mnie i chłopaka, machała do nas jak powalona,  myślałam, że na prawdę padnę ze śmiechu widząc jej zachowanie. Po jakimś czasie rozpoczęliśmy mecz, tym razem byłam w drużynie z Sanchezem.  W ostatnich minutach meczu chciałam podać mu piłkę, trochę przesadziłam i za mocno kopnęłam, nie wiem co zrobił,  ale "odebrał" piłkę tak, że dostał prosto w czułe miejsce, po chwili padł na ziemię i zaczął się zwijać z bólu, jednocześnie się śmiejąc.  Podbiegłam do niego.
- Przepraszam!  Przepraszam! Nie chciałam...- zaczęłam gadać w kółko,  bałam się o to, czy przypadkiem nic mu się poważnego nie stało przeze mnie.
- Teraz już git... yyyh.... bywało gorzej.
- Przepraszam...- wciąż powtarzałam, miotałam się ze zdenerwowania.
- Ej spokojnie.... nic mi nie jest... poza tym to moja wina bo... zagapiłem się...- powiedział, nawet nie wiem kiedy wstał, podszedł do mnie objął mnie od tyłu i oparł się brodą o moje ramię.
- Zagapiłeś się hmm? Na kogo?
- A jak myślisz, co?
- Nie wiem.... Na mnie? 
- Nie kurdę... na świętego Mikołaja... jasne, że na ciebie- powiedział i zaśmiał się, ja tak samo. Staliśmy tak,  on cały czas mnie obejmował a wszyscy patrzyli się na nas z miną typu "WTF?" . Skończyliśmy mecz, moja drużyna wygrała 4:1. Ja jako ostatnia wyszłam z szatni... nawet Sanchez mnie wyprzedził i ogarnął się szybciej ode mnie, nie wiem jakim cudem mu się to udało... ale się udało. Wyszłam z szatni i nie widziałam żywego ducha.
- Gdzie ich wywiało?- pomyślałam i wyszłam z budynku.
Przed stadionem nie było samochodu Alexisa.
- No świetnie!- powiedziałam pod nosem i chwyciłam za telefon, już chciałam dzwonić, jednak Stella mnie wyprzedziła, odebrałam.
- Co wy odwalacie?  Mieliście na mnie czekać! Jak ja mam wrócić do domu co?- nawrzeszczałam na przyjaciółkę, bo jakoś nie bawiła mnie zaistniała sytuacja.
- Ej... wyluzuj... kojarzysz tą kawiarenkę niedaleko? Idź do niej, spotkamy się po drodze..
- Jasne...- powiedziałam zaraz po tym jak rozłączyłam się i wsadziłam telefon do kieszeni.
Gdy szłam w kierunku lokalu, który wskazała mi dziewczyna zaczął padać śnieg, ucieszyłam się, bo nie mogłam się doczekać białego puchu. Gdy zbliżałam się już na miejsce zderzyłam się ze Stell bo nie widziałam, że idzie z naprzeciwka, ona chyba też, zaczęłyśmy się śmiać. Po chwili zebrałyśmy się do kawiarenki,  czekała tam na mnie wielka niespodzianka. Mianowicie wszyscy chłopcy z drużyny stali naprzeciw drzwi i gdy tylko weszłam do budynku zaczęli śpiewać mi "100 lat" byłam zdziwiona, że zapomniałam o własnych urodzinach. Po chwili wszyscy zaczęli mi składać życzenia, później zdmuchnęłam świeczki na torcie, pomyślałam życzenie i pokroiłam smakołyk i każdy dostał swoją porcję. Zasiedliśmy do stolików, siedziałam obok Stell, Alexis i Marc siedzieli naprzeciwko nas. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, później gdy chłopcy poszli się "przewietrzyć" zostałam ze Stellą przy stoliku. Siedziałam obok przyjaciółki,  która cały czas nadawała, gęba jej się nie zamykała, siedziałam tam i kładłam się ze śmiechu. Gdy tak siedziałyśmy usłyszałam, że ktoś wchodzi, byłam przekonana, że to Alexis i Marc, odwróciłam się i zobaczyłam kogoś, kogo się nie spodziewałam. Do lokalu,  w którym odbywały się moje urodziny wszedł Neymar, był strasznie przygnębiony, wyglądał zupełnie jakby... płakał. Spojrzał na mnie, lekko się uśmiechnął i przywołał mnie, mimo tego,  że czułam zdenerwowanie na niego poszłam. Wyszliśmy z budynku
- Hej.- powiedział zachrypniętym głosem.
- Czego chcesz?- zapytałam spokojnie.
- Chciałem ci złożyć życzenia... w końcu masz dzisiaj 19 urodziny.- powiedział i wręczył mi ozdobną torebeczkę.
- Taa... Dzięki...- powiedziałam i oddałam mu upominek.
- Wiesz... chciałem...
- Przeprosić? Myślisz że da się coś takiego wybaczyć? 
- Alex ja... na prawdę wiem, że traktowałem cię okropnie. Bardzo tego żałuję... żałuję też tego, że cię zdradziłem... dopiero niedawno uświadomiłem sobie jak jesteś dla mnie ważna. Nie daję sobie bez ciebie rady... brakuje mi ciebie, cholernie mi ciebie brakuje, ale rozumiem to, że nie chcesz mnie znać...- powiedział to załamującym się głosem, gdy skończył ujrzałam łzę spływającą po jego policzku.
- Neymar ja... nie mogę ci dać kolejnej szansy... tak cholernie bym chciała tak zrobić ale nie mogę, bo wiem, że jeżeli jeden raz mnie zdradziłeś, to może się to powtórzyć... nie chcę znów cierpieć. A teraz pozwól, że wrócę do kawiarni do gości... Cześć.- powiedziałam, wyminęłam go i udałam się w stronę budynku.

Hej :) przepraszam, że wstawiam dopiero teraz, ale miałam problemy techniczne, które na szczęście już ogarnęłam ;)
Wybaczycie mi to hmm?  :/ mam nadzieję :D

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 29

Nadal nie przeszły mi zawroty głowy po spożytym wcześniej alkoholu, trochę żałowałam tego, że jednak nie powstrzymałam się od wypicia takiej ilości drinków.
Siedziałam na kanapie i myślałam o różnych głupotach. Alexis poszedł się położyć a ja siedziałam jak kołek w salonie, postanowiłam, że pasowałoby się odświeżyć, zdjęłam sukienkę, tym sposobem byłam w samej bieliźnie, udałam się do łazienki, ale jednego się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się zderzenia w drzwiach z półnagim właścicielem domu, znowu wylądowałam tyłkiem na ziemi. On podał mi rękę i pomógł wstać, czułam że się rumienię, było mi tak niesamowicie gorąco, jego widok w samych bokserkach przyprawił mnie o zawroty głowy, myślałam, że tam po prostu walnę... znów. Chilijczyk zaczął się śmiać, domyśliłam się, że moja mina była rozbrajająca.
- Przepraszam...
- Spoko... może powinienem się ubrać.
- Jak dla mnie może być, tylko... dobra nieważne...- powiedziałam, uśmiechnęłam się i weszłam do łazienki, oparłam się o drzwi i zaczęłam głęboko oddychać, byłam trochę skrępowana zaistniałą sytuacją. Co też mi przyszło do głowy żeby się rozbierać nie będąc jeszcze w łazience. Zaczęłam nalewać wody do wanny, nalałam płynu do kąpieli, związałam włosy w niesforny koczek i pozbyłam się zbędnych części garderoby. Usłyszałam, że ktoś puka do drzwi, domyśliłam się że to Alexis, przecież nikogo poza nami nie było w domu. Chwyciłam za ręcznik, owinęłam się nim i otworzyłam drzwi.
- Podasz mi telefon?
- A widzisz tutaj jakiś telefon?
- To nie wiem... jak gdzieś będziesz go widzieć to powiedz bo... tylko mam nadzieję że go nie zgubiłem.- powiedział to w taki sposób, że po prostu widziałam, że coś kombinuje.
- Jasne.- odpowiedziałam i puściłam mu oczko, zamknęłam drzwi i zaczęłam zmierzać w kierunku wanny, chciałam w końcu zanurzyć się w ciepłej wodzie i odprężyć, jednak znów Alexis mi przerwał.
- Co znowu?- zapytałam po czym otworzyłam drzwi, on stał za nimi uśmiechnięty, w jego oczach widziałam takie małe iskierki... zupełnie tak jak wtedy, gdy Ney... Zastanawiałam się, czemu w takim momencie pomyślałam akurat o nim.
Chilijczyk przybliżył się do mnie, niepewnie ujął mój policzek i delikatnie pocałował, myślałam, że serce za moment mi wyskoczy. Odwzajemniałam pocałunki, on całował coraz bardziej zawzięcie, zaczęliśmy zmierzać w kierunku sypialni, w pewnym momencie ręcznik, który miałam na sobie wylądował na ziemi, on podniósł mnie, ja oplotłam go nogami w pasie, później oboje wylądowaliśmy na łóżku.
Gdy było już po wszystkim leżałam wtulona w niego, on spał, a ja rozmyślałam nad tym, co właśnie zrobiłam. Z jednej strony nie żałowałam, bo nareszcie czułam się... kochana, po prostu brakowało mi mężczyzny u boku, brakowało mi kogoś, kto traktowałby mnie tak jak należy. Z drugiej jednak strony zaczynałam mieć wyrzuty sumienia, że zdradziłam Neymara. Nie.... nie zdradziłam go, nie byliśmy już wtedy parą, więc go nie zdradziłam... mimo to zadręczałam się coraz bardziej.
Ciężko jednocześnie kochać dwie osoby. Neymar swoim zachowaniem doprowadził do tego, że nie chciałam go znać, jednak cały czas kochałam go, tak bardzo go kochałam, ale po pewnym czasie zauważyłam że mam kogoś, kogo pokochałam chyba jeszcze bardziej od Brazylijczyka, w dodatku z wzajemnością. Ciężko było mi dopuścić do wiadomości, że nie jestem z Neymarem, po prostu przywiązałam się do niego, chyba za bardzo. Rozmyślałam tak leżąc wtulona w piłkarza, nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
Przebudziłam się rano tak koło 8, odwróciłam się i spostrzegłam Alexisa śpiącego obok mnie, trochę się... przestraszyłam, bo po prostu... tak jakoś dziwnie się z tym poczułam. Odskoczyłam od niego, spadłam na podłogę, pociągnęłam za sobą kołdrę. Leżałam na ziemi kilka minut i myślałam nad tym co stało się ubiegłej nocy. Trochę to do mnie nie docierało. Po pewnym czasie podniosłam się z ziemi, owinęłam się kołdrą, po czym odwróciłam się i w jednej chwili uświadomiłam sobie, że Sanchez leży zupełnie... nagi. Patrzyłam się na niego chwilę.
- Ale on ma zajebisty tyłek... w sumie... całą resztę też- pomyślałam, uśmiechnęłam się pod nosem i udałam się do łazienki, oczywiście zabierając ze sobą kołdrę. Wzięłam gorący prysznic, ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż, związałam włosy w wysoki kucyk i wyszłam z łazienki. Znów zaliczyłam zderzenie z Alexisem, tym razem się nie przewróciłam, ale... jeszcze się nie ubrał, podałam mu kołdrę, którą trzymałam w ręce, on się zakrył, wyszczerzył się, ja tak samo. Pocałował mnie, ja odwzajemniłam, ale znów się zagalopowaliśmy i... oderwałam się od niego.
- Nie teraz, idę zrobić coś do jedzenia.- powiedziałam i wyszczerzyłam się.
- Okej- odpowiedział i odwzajemnił uśmiech.
Zjedliśmy wspólne śniadanie, później postanowiłam, że tego dnia znów wybiorę się z nim na trening, ale wezmę ze sobą jeszcze Stellę.



 Idę się schować... ten rozdział to jedna wieeelka porażka :( wyszło zupełnie inaczej niż chciałam... no nic... mówi się trudno i pisze się dalej :P a co wy sądzicie o tym rozdziale? ;)
P.S. Wesołych Mikołajek :D Wiem, że mam spóźniony zapłon, ale lepiej późno niż wcale, prawda? hehe :D  Macie zjaranego Neymara xD


niedziela, 30 listopada 2014

Meeega ważne pytanie!

Czy jeżeli po zakończeniu tego opowiadania zaczęłabym pisać drugie opowiadanie, tym razem o (dajmy na to) Alexisie. Czytałybyście? Bardzo zależy mi na tym, żebyście się wypowiedziały na ten temat :) Zdaję sobie sprawę, że wcisnęłam go już do tego opowiadania, ale po prostu mam już mniej więcej zarys na kolejny blog i chciałabym znać Waszą opinię :) Co o tym sądzicie?

P.S. Jeśli się nie mylę, osoby nie posiadające konta na Bloggerze ani G+ nie mogły dodawać komentarzy na moim blogu. Od teraz się to zmienia, osoby nie posiadające konta/ osoby niezalogowane  mogą pisać komentarze!  Szperałam trochę w ustawieniach szukając czegoś zupełnie innego i zauważyłam taki jeden "malutki" błąd z mojej strony. Przepraszam za wcześniejsze utrudnienia. Wybaczycie mi to? Nawet nie wiecie jak mi teraz głupio... Jeszcze raz przepraszam, naprawdę :/

Rozdział 28

Odebraliśmy Stellę z lotniska, później tradycyjnie udałyśmy się na zakupy, ona kupiła sobie kilka par butów, jakieś lakiery do paznokci i inne takie pierdoły, ja z kolei kupiłam jakieś krótkie spodenki, kilka koszulek i jakąś sukienkę, bo akurat wpadła mi w oko. Alexis łaził za nami, ku naszemu zdziwieniu nie był totalnie znudzony pomaganiem nam w doborze ciuchów, a wręcz przeciwnie, chyba sprawiało mu to niezłą frajdę. Nawet dwie koszulki udało mi się kupić dzięki niemu, bo wyskoczył mi z propozycją, że w obu byłoby mi ładnie, zdecydowałam się więc na kupno obu. Obie byłyśmy ze Stell obkupione i na prawdę ledwo dawałyśmy radę z unoszeniem tych toreb z zakupami, jednak nie zostawiłyśmy Sancheza bez niczego i jemu też postanowiłyśmy coś kupić.
- No to teraz czas na ciebie kochaniutki- zgodnie stwierdziłyśmy ze Stellą.
- Na mnie? Ale...
- Nie ma żadnego ale... idziemy!- odpowiedziałyśmy stanowczo i zaśmiałyśmy się.
-Okej... na prawdę musimyyy?- zaczął jęczeć z niezadowolenia, widocznie kupowanie ciuchów dla siebie samego nie sprawiało mu frajdy. Jednak z nami nie miał wyboru... musiał się zgodzić na chociażby jedną jedyną rzecz, bo inaczej chyba wywierciłybyśmy mu dziurę w brzuchu. Łaziliśmy tak po sklepach i szukałyśmy jakiegoś ciucha dla naszego przystojniaka- jak miała w zwyczaju nazywać go Stella, chociaż nie mówię... jest niczego sobie. W końcu udało nam się znaleźć jakąś koszulkę, wysłałyśmy go do przymierzalni, gdy wyszedł, dosłownie szczęka mi opadła, gapiłam się na niego ze zdumieniem.
- Ej! Aaaleeex!- wydarła się Stella machając mi ręką przed oczami.
- Co?
- Może być, czy nie?
- Hmmm...- mruknęłam i ponownie spojrzałam na Chilijczyka.- Może być.- odpowiedziałam i się wyszczerzyłam. Gdy chłopak poszedł do kasy, my usiadłyśmy na ławce nieopodal.
- Uuu... Alex...- powiedziała dziewczyna.
- No co?
- Niiic... przecież ja nic nie mówię... ale podoba ci się no nie?
- Alexis czy koszulka, którą sobie kupił?- zapytałam i obie zaczęłyśmy się brechtać.
- Sanchez... w tej koszulce...
- Co ja?- zapytał piłkarz unosząc brew do góry.
- Nic nic...- odpowiedziałam z zakłopotaniem
- Właśnie przyznała się, że jej się...
- Stella!
- No co?
- Mogłabyś trzymać gębę na kłódkę?- skarciłam przyjaciółkę. W jednym momencie miałam ochotę jej zdzielić w ten głupi łebek.
Poszliśmy zjeść coś po tych jakże emocjonujących zakupach, później Alexis podwiózł nas do domu Stell, gdzie zaczęłyśmy przygotowywać się na imprezę, Stella przez cały czas przepraszała mnie za to że bezmyślnie prawie wypaplała moje uczucia do Sancheza.
- Stella przymknij się już! Przecież nie wygadałaś tego, więc w czym problem?
- No niby tak... wiesz jak mi jest teraz głupio?
- No domyślam się... pff... No weź nie smutaj! Nie gniewam się na ciebie przecież!- powiedziałam śmiejąc się i poczochrałam przyjaciółkę po głowie, ona zrobiła to samo, znów zaczęłyśmy świrować, okładałyśmy się co tylko miałyśmy pod ręką, w szczególności poduszkami, już po kilku minutach cały pokój Stelli był w pierzu, ale my nie zwracałyśmy totalnie uwagi na to, że w pomieszczeniu panuje totalny rozgardiasz, kontynuowałyśmy jak gdyby nigdy nic nasze przygotowania na imprezę. Ja pomogłam Stell z makijażem, później ona mi pomogła z prostowaniem włosów, bo miałam akurat świeżo pomalowane paznokcie i nie skończyłoby się to za dobrze, gdybym sama się za to zabrała. Po odwalonej robocie byłyśmy zadowolone z efektów. Stella wyglądała bosko w tej kremowej kiecce, w dodatku te nowe szpilki, normalnie cud, miód i orzeszki, z kolei ja miałam wrażenie, że widać mi tyłek, chyba jednak przesadziłam z długością tej sukienki, może i wyglądała ładnie, ale niezbyt przyjemnie się w niej chodziło... chociaż miałam ją na sobie chwilę, miałam ochotę przebrać się w coś... dłuższego.
- Stella! Jasna cholera! Ja wyglądam jak...- wydarłam się do przyjaciółki, gdy tylko spojrzałam w lustro.
- Nie przesadzaj! Przystojniakowi się spodooobaa...- powiedziała, szturchnęła mnie w ramię.- No cooo?- zapytała, gdy tylko zobaczyła moją minę, która chyba mogłaby zabić.
- Jemu może i się spodoba, a co jak jakiś inny ziomuś weźmie mnie za jakąś... yghh...
- Oj nie przesadzaj... Jasna cholera, trzeba się zbierać!- wydarła się dziewczyna, gdy spojrzała na zegarek. I pomyśleć, że każde nasze spotkanie tak wyglądało... darcie japy, wygłupy i wzajemne wyzwiska... akurat bez tego ostatniego tym razem się obyło. Alexis już czekał na nas w samochodzie pod domem, poprosiłyśmy go, żeby po nas przyjechał. Gdy tylko zobaczyłam jak on wygląda... nogi się pode mną ugięły, był tak odstawiony, że normalnie... mniam. ( :D )
- Stella trzymaj mnie bo zaraz glebnę!- wyszeptałam do przyjaciółki, która zaczęła się śmiać, a ja razem z nią. Wsiadłyśmy do samochodu, po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu, weszliśmy do klubu. Spędziliśmy całkiem miło ten wieczór, jednak nie obyło się bez kłótni z jakimś idiotą, który tak jak myślałam wcześniej uzna mnie za kogoś kim nie jestem i proponował... no nawet nie trzeba mówić co. Szczęście, że mój "starszy brat" był ze mną. Siedziałam przy barze sama, w międzyczasie Alexis i Stella świrowali na parkiecie, miałam niezły ubaw patrząc na tych głupków. Rozmyślałam o tym wszystkim, popijałam drinka za drinkiem, po pewnym czasie zaczęło mi się już kołować w głowie, więc zestopowałam. Później dołączyłam do moich mośków i w trójkę się wygłupialiśmy, dziwnie to musiało wyglądać, bo w sumie zachowywaliśmy się jak banda psycholi.
Spędziliśmy ten wieczór na prawdę bardzo fajnie, później zastanawiałam się gdzie mam pojechać, czy do Stelli, czy do domu Chilijczyka, ale jednak stwierdziłam, że ta druga opcja będzie lepszym rozwiązaniem, bo zostawiłam u niego więcej rzeczy, pomyślałam, że jeszcze jedną noc przenocuję u niego, a później przeniosę się do przyjaciółki. Wyszliśmy z klubu, odwieźliśmy z piłkarzem Stellę do jej mieszkania i udaliśmy się do jego domu.


Mamy kolejny! :3 Wiem, że nic szczególnego się tutaj nie wydarzyło, no ale... może... moooże w kolejnych będzie ciekawiej :D
Proszę o komentarze ♥


P.S. Obiecałam Wam gify i zdjęcia... więc obietnicy dotrzymam :D Proszę... kilka footek *-* Niestety gify z mojego komputera szlag trafił.. po prostu niechcący usunęłam wszystkie te, które miałam na komputerze :( (genious)

To tak... powiem, to co zawsze powtarzam, gdy widzę tą fotę :D
"Ta fota mnie rozbraja:
Po 1: Jego mina mnie rozbraja.
Po 2: Jego klata mnie rozbraja" :D





















sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 27

Obudził nas dzwonek do drzwi.
-Co za idiota łazi po domach o 3 w nocy?- pomyślałam patrząc na telefon.
Poszłam otworzyć drzwi, ujrzałam za nimi pijanego Neymara, popatrzył się na
mnie, zaśmiał się szyderczo, zaczął wyzywać mnie od najgorszych.
- Jesteś nic nie warta! Jak ty mogłaś?! Jesteś zwykłą dziwką!- nie mogłam
dłużej słuchać tych wyzwisk, przecież ja nic nie zrobiłam, nie zdradziłam go,
zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, oparłam się o ścianę, po chwili osunęłam się
na podłogę, zanosiłam się płaczem. Alexis przyszedł z salonu, ukucnął przy mnie,
przytulił. Chwilę później zapytał czy to Ney, odpowiedziałam twierdząco. Chilijczyk
wstał, wybiegł za Neymarem, słyszałam ich rozmowę, a raczej kłótnię.
- Do jasnej cholery! Ona cię nie zdradziła!
- Ah tak?
- Tak! Przecież to ty ją zdradziłeś! Jesteś idiotą, nie potrafisz docenić tego,
co masz.
- Ja nie potrafię docenić? Ona jest nic nie warta!
- Jest warta więcej niż ci się wydaje, wspierała cię z całych swoich sił,
znosiła te wszystkie wyzwiska, za takie serce jakie ci okazywała traktowałeś ją
jak śmiecia, ona miała przez ciebie myśli samobójcze! Słyszysz? Chciała się
zabić przez ciebie! Przez takiego nic nie wartego sk***iela jak ty!
- Wiesz… miałem cię za dobrego kumpla. Nie chcę cię znać! Odbić kumplowi
dziewczynę… nieładnie… Nie jesteś już moim kumplem! A ona nie ma po co do mnie wracać!
- Jesteś żałosny…
Nie chciałam już tego dłużej słuchać, pobiegłam do łazienki, zamknęłam się tam.
Najchętniej znów sięgnęłabym po żyletkę, ale powstrzymałam się, myślałam o
rodzinie, a przede wszystkim o Chilijczyku, który… po prostu nie chciałam go
zranić, nie chciałam, żeby się o mnie jeszcze bardziej martwił.
- Otwórz- usłyszałam głos Alexisa dobiegający zza drzwi, wstałam, otworzyłam
drzwi. Przytuliłam się mocno do niego.
- Dziękuję…
- Za?
- Za to, że jesteś, że mogę na ciebie liczyć, że… Po prostu dziękuję.
Stałam tam dłuższą chwilę i przytulałam się do niego, później poszłam się
położyć do pokoju, który wcześniej wskazał mi właściciel domu. Próbowałam
zasnąć, ale nie udało mi się zmrużyć oka. Około 9 wstałam, ubrałam się i
poszłam uszykować śniadanie, zrobiłam jakieś kanapki, później obudziłam
Sancheza, bo za dwie godziny miał trening. Gdy jedliśmy śniadanie zapytał się
mnie, czy chcę jechać z nim, początkowo nie chciałam, ponieważ chłopcy z
drużyny gadaliby później, że coś między nami jest, a to nie prawda, jednak
zmieniłam zdanie i jakiś czas później byliśmy już na Camp Nou. Stało się tak
jak myślałam, te gamonie już zaczęły wymyślać jakieś głupoty. Jednak nie
przejmowałam się tym, wiedziałam, że pogadają, pogadają i im przejdzie.
Siedziałam na trybunach i przyglądałam się poczynaniom tych kochanych debili. Za każdym chciało mi się śmiać, gdy patrzyłam na to co wyczyniają. Miałam niesamowitą beczkę, gdy Alexis kopnął piłkę w kierunku Messiego, ten nie zauważył, że Sanchez podaje mu piłkę i dostał w łepetynę, Leo zaczął ganiać po całym boisku za Alexisem, który wydzierał się jakby ktoś go ze skóry obdzierał. Siedziałam na tych trybunach i płakałam ze śmiechu. W pewnym momencie dostałam telefon, wiadomo kto dzwonił. Odebrałam.
- Czego ty chcesz?
- Alex… chciałem cię przeprosić…
- Za co ty chcesz mnie przepraszać? Za to, że zdradziłeś mnie z jakąś starą
k**wą? Za to, że potraktowałeś mnie jak
dziwkę? Za co? No powiedz!
- Za wszystko… byłem dupkiem… nie wiem co mam ci powiedzieć… Kocham cię.
- Wiesz co? Daj mi święty spokój! Tak będzie dla mnie najlepiej. Nie dzwoń do
mnie!
Rozłączyłam się, byłam wściekła… Jak on śmiał jeszcze powiedzieć, że mnie
kocha? Nie rozumiałam tego jak można być takim kłamcą. Gdyby mnie kochał nie
zdradziłby mnie. Już miałam rzucić telefonem, gdy ten znów zaczął dzwonić,
byłam przekonana, że to znowu ten dupek do mnie dzwoni, ale nie. Dzwoniła
Stella, odebrałam od razu.
- Hej Alex!- wydarła się do słuchawki.
- Hej kochana.- odpowiedziałam prawie kładąc się ze śmiechu.
- Co tam u ciebie?
- Poza tym, że Ney jest zwykłym dupkiem… to wszystko ok.
- Co on odwalił? Gadaj! Przyjadę i mu dołożę!- znów zaczęłam się śmiać, ta
dziewczyna rozwalała mnie swoim pozytywnym nastawieniem na małe kawałeczki.
- Ja będę trzymać ty będziesz kopać!- odpowiedziałam dosłownie płacząc ze
śmiechu.
- Okej!- odpowiedziała również się śmiejąc.
- A co tam u ciebie?- zapytałam, gdy już trochę się ogarnęłyśmy.
- Spoko, dzisiaj przylatuję do Barcelony.
- Jeju! Nawet nie wiesz jak się cieszę! O której?
- Tak koło 16. Jeszcze zdążymy się wbić na jakąś imprezę!
- Mam nadzieję!
Gadałam jeszcze z przyjaciółką o różnych takich pierdołach, strasznie się
rozgadałyśmy, nasza rozmowa trwała dobre 15 minut. Łaziłam po trybunach tam i z
powrotem, gadałam jak najęta, tak jak zawsze, gdy zaczęłam rozmowę ze Stell.
Poczułam że ktoś mnie obejmuje, trochę się wzdrygnęłam, bo nie wiedziałam kto
to może być.
- Kończ pogawędkę. Idziemy grać!- usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Ok, tylko jeszcze zmienię buty.- odpowiedziałam przyjacielowi, po czym
pożegnałam się ze Stellą. Poszłam zmienić buty, na szczęście nie zabrałam z
szatni moich korków, czekały tam na mnie dobrych kilka miesięcy. Założyłam
korki, związałam włosy w wysoki kucyk i popędziłam na boisko.
Byłam w drużynie m.in. z Tello, Iniestą, Messim i Fabregasem,
Sanchez niestety lub stety był wdrużynie przeciwnej, w jego drużynie był Mascherano, Pique, Alves i Villa itd. Zaczęliśmy grać, szło nam całkiem nieźle. W pierwszych minutach moja drużyna zdobyła punkt, za sprawą Leo, z moją asystą. Sanchezowi szczęka opadła, wyraźnie był pod wrażeniem moich umiejętności. W pewnym momencie atmosfera zaczęła się zagęszczać, bo nasz kochany bramkarz pobiegł w bliżej nieokreślonym kierunku, a akurat Alexis miał piłkę. Starałam się odebrać piłkę napastnikowi ale mimo wszystko nie mogłam go dogonić, bo jakby nie patrzeć jest zawodowym piłkarzem i ma lepszą kondycję ode mnie, jednak gdy udało mi się trochę przybliżyć do niego nie dawałam rady zabrać mu piłki. Cały czas nabijał się ze mnie, ja też miałam niezły ubaw.
- Nie wbijesz tego!- krzyknęłam, gdy byliśmy w pobliżu mojej bramki, po chwili rozpędziłam się i rzuciłam się na niego, oboje wylądowaliśmy na ziemi, leżałam tak na plecach i brechtałam się, on leżał obok i śmiał się razem ze mną, po chwili podniósł się i podał mi rękę, ja obdarzyłam go szerokim uśmiechem i chwyciłam go za rękę, jednak nie wstałam, tylko pociągnęłam go, żeby się wywalił. Przewrócił się, ja razem z nim, leżał tak nachylony nade mną, patrzył mi się prosto w oczy i się uśmiechał, ja tak samo. Chłopcy stali obok nas w półokręgu, w pewnym momencie było słychać takie charakterystyczne "uuuuu!", wszyscy piłkarze zaczęli gwizdać i cały czas przyglądali się mi i Chilijczykowi.
- Co za debile- powiedziałam do Sancheza, on przyznał mi rację i oboje zaczęliśmy się śmiać, po chwili wstaliśmy i kontynuowaliśmy mecz. Rozgrywka zakończyła się remisem 2:2, ja strzeliłam drugiego gola dla mojej drużyny, a w drużynie przeciwnej pierwszą bramkę wbił Alves, drugą oczywiście nasz Chilijczyk.
Po zakończonym treningu udaliśmy się do szatni. Później, gdy podjechaliśmy pod dom Alexisa spostrzegłam jakiś samochód stojący na podjeździe, był to samochód Neymara.
- Mam z nim pogadać?- zapytał Sanchez.
- Nie, sama z nim... pogadam.- odpowiedziałam i westchnęłam.
Wysiadłam z samochodu i podeszłam do auta Neymara, zapukałam w okno, bo chyba nie zauważył, że stoję za drzwiami, on po chwili wysiadł i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Czego ty chcesz, co?- zapytałam i założyłam ręce.
- Alex ja na prawdę cię kocham, byłem cholernym dupkiem...
- Nie! Gdybyś mnie kochał nie potraktowałbyś mnie w taki sposób! Nie byłeś dupkiem... ty nim nadal jesteś!- krzyknęłam na niego i odwróciłam się, chciałam stamtąd odejść jak najszybciej, złapał mnie za nadgarstek, przyciągnął do siebie.
- Proszę cię, daj mi jeszcze jedną szansę. Zrozumiałem, że nie mogę cię stracić, za bardzo cię kocham...
- Ty jesteś żałosny...- odpowiedziałam i wyrwałam się z jego uścisku.
- Kocham cię, naprawdę...- powiedział i usiłował ponownie złapać mnie za rękę, tym razem mu się nie udało, wymierzyłam mu cios, bałam się o to, czy przypadkiem nie złamałam mu nosa, ale należało mu się, oddaliłam się od niego i udałam się do domu Alexisa. Neymar po chwili odjechał, ja weszłam do domu. Udałam się do salonu, gdzie siedział Chilijczyk. Usiadłam obok niego, on spojrzał na mnie i zrobił pytającą minę.
- No co? Dostał ode mnie... lekko...- powiedziałam, popatrzyłam na niego i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- To było piękne!- powiedział i przybiliśmy piątkę.
- Wiem- odpowiedziałam i wyszczerzyłam się.
- Zapomniałam się ciebie zapytać... Wiesz, Stella dzisiaj wraca do Barcy i tak myślałam... może wbijemy na jakąś imprezę?
- Hmm... Czemu nie?


No i jak? :3 Tak tak... wiem, że mnie zabijecie za to :D ale mam nadzieję, że się spodobał. Proszę o komentarze ♥ one na prawdę potrafią dać niezłego kopa i zmotywować do dalszej roboty :D
A tak sobie myślę... dam Wam fotkę Alexisa xD I gifola *-* (Gifa znalazła moja kochana Jackie, chwała jej za to :D )






piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 26

* Dwa tygodnie później*
- Hej kochanie, jak się czujesz?- zapytałam, po czym pocałowałam Neya na powitanie zaraz po wejściu do sali.
- Hej, całkiem ok.- odpowiedział.
- Wiesz już, kiedy dostaniesz wypis?
-  Jak dobrze pójdzie to dzisiaj- odpowiedział i uśmiechnął się.
- Wiesz… pytałam się Marca, czy pomógłby nam z przejazdem do domu, ale gdy dzwoniłam, był z Paulą w drodze do jego rodziców. Kurde, nie wiem kogo poprosić- powiedziałam zrezygnowana.
- Zaraz zadzwonię do Cristiana, może on będzie mógł.
Jak powiedział, tak zrobił, zadzwonił do Tello. Niestety okazało się, że i on jest zajęty. Wyszłam z sali, z zamiarem udania się na spotkanie z lekarzem prowadzącym Neymara, w celu wypełnienia formalności związanych z wypisem. Szłam korytarzem, byłam strasznie zamyślona, nagle zderzyłam się z kimś, wylądowałam tyłkiem na ziemi, ten ktoś podał mi rękę i pomógł wstać. Tym kimś był Alexis Sanchez.
- Hej, przepraszam, zamyśliłam się i…
- Dobra nic się nie stało- odpowiedział i uśmiechnął się.
- Skąd ty tutaj?
- Przyjechałem do… koleżanki, złamała nogę… chyba… poprosiła, żebym ją odwiedził. Przy okazji, pomyślałem, że wpadnę do Neymara- powiedział z lekkim zakłopotaniem.
-Aha… To nie zawracam głowy, idź do koleżanki- powiedziałam, postawiłam szczególny nacisk na ostatnie wypowiedziane przeze mnie słowo, uśmiechnęłam się, poklepałam go po ramieniu i zaczęłam zmierzać w kierunku pokoju lekarskiego. Porozmawiałam z lekarzem Neya, później wróciłam do sali mojego chłopaka. Zastałam tam również Chilijczyka, z którym wcześniej się zderzyłam. Porozmawiałam z nimi trochę, przy okazji poprosiłam Alexisa, żeby pomógł nam z transportem. Na szczęście się zgodził.

*Kilka godzin później*
Sanchez pomógł mi i Neyowi z przejazdem, później pomógł mi przenieść resztę rzeczy z samochodu, porozmawialiśmy chwilę. Gdy wyszedł z domu zauważyłam, że zostawił telefon, chwyciłam komórkę i pobiegłam oddać ją właścicielowi.
- Czegoś zapomniałeś- powiedziałam, uśmiechnęłam się i podałam mu przedmiot.
- O, dzięki- odpowiedział z uśmiechem, odebrał telefon z mojej ręki.- Jakbyś czegoś potrzebowała, dzwoń, przyjadę- powiedział wsiadając do auta.
- Okej, dzięki- odpowiedziałam, on po chwili odjechał.

*Cztery miesiące później*
Właśnie wracałam z miasta, byłam na małych zakupach, kupiłam jakieś ciuchy, kosmetyki i inne pierdoły, po drodze wpadłam do Alexisa, bo poprosił mnie, żebym udzieliła mu „przyjacielskiej rady”, bo nie wiedział co począć w sprawie jego „koleżanki”. Śmieszyła mnie trochę jego niezaradność, bo jakby nie patrzeć to dorosły facet, a nie wiedział jak poradzić sobie z zaproszeniem kobiety na randkę, w dodatku prosił mnie- dziewczynę mającą zaledwie 19 lat, o radę. Zaprzyjaźniłam się z nim, bardzo pomagał mi i wspierał mnie, pocieszał po kłótniach z Neymarem. Brazylijczyk od czasu wyjścia ze szpitala jakby zamknął się w sobie, wobec mnie był chamski, traktował mnie w niezbyt przyjemny sposób. Po części rozumiałam go, bo przecież komuś, kto na co dzień był sprawny i samowystarczalny, po prostu ciężko żyć ze świadomością, że jest od kogoś zależny, że nie poradzi sobie z pewnymi rzeczami i musi się prosić o pomoc. Kochałam go, ale cholernie bolało mnie to, jak mnie traktował, mimo to wspierałam go ze wszystkich sił, dodatkowo miałam na głowie studia. Alexis w tym czasie był dla mnie jak starszy brat, może nawet jak „przyjaciółka”. Jeśli to w ogóle możliwe, wypełnił mi pustkę po Paulinie, która od kilku miesięcy już się do mnie nie odzywała, rozumiałam to, że martwi się porodem i innymi rzeczami, ale miałam do niej straszny żal, ponieważ za każdym razem, gdy chciałam się z nią spotkać znajdowała jakąś wymówkę, a jeśli już udało mi się z nią umówić, odwoływała spotkanie. Co prawda była jeszcze Stell, ale starałam się jak najmniej zawracać jej głowę, bo miała jakieś problemy rodzinne, więc i nasze kontakty się trochę urwały. Siedziałam w taksówce już chyba pół godziny, były straszne korki, stwierdziłam, że szybciej udałoby mi się dojść do domu na piechotę. Gdy taksówkarz oznajmił, że jesteśmy na miejscu byłam wniebowzięta, zapłaciłam za kurs, zabrałam torby z zakupami i czym prędzej pognałam do domu, to co tam zastałam mnie zszokowało. Rzuciłam torby z zakupami na ziemię i wybiegłam z domu, biegłam przed siebie, nie zwracałam uwagi gdzie biegnę, po prostu chciałam uciec jak najdalej od tego łajdaka. Łaziłam po mieście bez celu, byłam rozgoryczona tym co zobaczyłam, w jednej chwili poczułam, że moje serce rozpada się na kawałeczki. Po pewnym czasie poszłam do jakiegoś parku, usiadłam na ławce, siedziałam tak z półtorej godziny i zalewałam się łzami. Zaczął padać deszcz, nie przejęłam się tym, siedziałam tak w mroku, był już późny wieczór. Nie chciałam wracać do domu, więc zdecydowałam się napisać smsa do Alexisa.
- Hej, jak tam?
- A, lepiej nie mówić.
- Co się stało?
- A nic… może innym razem, to nie rozmowa na telefon.
- Aj… Wiesz… mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Mogłabym do ciebie wpaść?
- Jasne, coś się stało?
- Opowiem ci później, niedługo będę.
- Ok.
Po jakimś czasie byłam już pod domem Chilijczyka, zadzwoniłam do drzwi, otworzył mi po dłuższej chwili, gdy mnie zobaczył zrzedła mu mina. Zaprosił mnie do środka, dał mi jakąś koszulkę, żebym się przebrała, bo byłam cała przemoknięta. Ogarnęłam trochę swój wygląd i udałam się do salonu, gdzie czekał na mnie przyjaciel, usiadłam obok niego.
- Jak na randce?- zapytałam po dłuższej chwili wgapiając się w podłogę.
- Nie ważne, ty teraz jesteś ważniejsza. Mów co się stało- odpowiedział, spojrzałam na niego, był śmiertelnie poważny, oczekiwał na to, że powiem mu o co chodziło. Nie chciałam już go więcej zamęczać moimi problemami, ale nie miałam wyboru.
- Neymar mnie zdradził- odpowiedziałam ledwie słyszalnie.
- Jak to?!- powiedział podniesionym głosem, wiedziałam, że jest mocno wkurzony.
- No… widziałam dzisiaj jak… z tą cholerną rehabilitantką... ona mogłaby być jego matką!
- Co za kretyn! Skończony idiota!- powiedział jeszcze bardziej nerwowo, podniósł się z kanapy, ja mocno chwyciłam go za rękę, wiedziałam, że najchętniej pojechałby tam i sprał Brazylijczyka na kwaśne jabłko, nie chciałam tego, dlatego go zatrzymałam, chociaż z drugiej strony Ney zasłużył sobie na „nauczkę”. Pogadałam z Alexisem, ta rozmowa trochę pomogła mi zapomnieć o moim chłopaku, byłym chłopaku. Początkowo to Sanchez pocieszał mnie, a później role się odwróciły i to ja starałam się go jakoś podbudować na duchu, gdy zaczął mi opowiadać o tym co odwaliła tamta laska, to aż mi brakło słów. Nie wiedziałam jak można być taką zdzirą. Przyjść na randkę z facetem i pieprzyć się w WC z jakimś innym gościem, to już meega przesada. Pogadałam z Alexisem i oboje jakoś poprawiliśmy sobie humor, później obejrzeliśmy jakąś komedię, później kolejną, ogólnie wieczór spędziliśmy w miarę śmiechowo. Po maratonie filmowym jaki sobie urządziliśmy oboje zasnęliśmy na kanapie w salonie.

CZYTASZ= KOMENTUJESZ ♥


No i mamy kolejny! ;3 Mam nadzieję, że się spodobał :)

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 25

Z samego rana gdy tylko wstałam udałam się do sali, gdzie leżał mój chłopak. Znowu przesiedziałam u niego praktycznie cały dzień, porozmawiałam z lekarzem kiedy tylko przyszedł sprawdzić stan Neya. Lekarz kazał mi wyjść, gdy będą odłączać Brazylijczyka od respiratora i będą go wybudzać. Nie zgodziłam się, po prostu chciałam być przy nim, gdy się obudzi. Stałam pod ścianą a lekarze robili swoje, na szczęście wszystko poszło dobrze. Kilkanaście minut później usłyszałam zachrypnięty głos mojego chłopaka.
- Alex? Gdzie ja jestem? Co się stało?- zapytał, podeszłam do niego i chwyciłam go za rękę.
-W szpitalu, miałeś wypadek...
Chciałam z nim porozmawiać, ale ustąpiłam lekarzowi, który pytał się chłopaka o podstawowe informacje, chociażby imię, nazwisko itp. Gdy lekarz poszedł podeszłam do Neymara i przytuliłam się do niego najdelikatniej jak tylko potrafiłam. Zaczęliśmy rozmawiać, chłopak pytał się o swój stan. Porozmawiałam z nim chwilę, w końcu zadał to pytanie...
- Jak się czuje przyszła mama hmm?- próbowałam być silna, ale nie dałam rady, zaczęłam płakać.
-Al co się dzieje?- zapytał i mnie przytulił.
- Ney... ja... straciłam dziecko...
- Boże... Alex, ale jak... co się w ogóle stało?
-Ktoś... mnie napadł... zadał cios nożem i...-nie mogłam nic więcej z siebie wydusić, jeszcze bardziej się rozkleiłam.
-Al... Jezu...- powiedział pod nosem, przytulił mnie. Posiedziałam z nim, milczeliśmy, znowu przyszedł lekarz Neya.
- Czy mogłaby pani wyjść? Muszę porozmawiać z pacjentem.
-Jasne- odpowiedziałam, wstałam z krzesła i udałam się do wyjścia. Obiecałam Neyowi, że jeszcze do niego zajrzę.
Siedziałam na korytarzu, czekałam na wyjście lekarza. Gdy w końcu wyszedł poszłam do chłopaka i chciałam z nim porozmawiać. Piłkarz był załamany, gdy tylko mnie zobaczył, odwrócił głowę w drugą stronę. Chwyciłam go za rękę, ale odepchnął moją dłoń.
-Ney...
-Zostaw mnie! Wyjdź!- wydarł się na mnie.
-Ale...
-Wyjdź...- powiedział już nieco spokojniej.
Wyszłam, usiadłam na krzesełku na korytarzu, łzy mimowolnie zaczęły mi się lać z oczu. Podeszła do mnie Stella, którą dzień wcześniej poprosiłam, aby mnie odwiedziła.
- Co się stało?- zapytała i położyła rękę na moim ramieniu.
- Ney przed momentem mnie wywalił za drzwi... ma rację, w końcu to przeze mnie tutaj trafił... ja zmarnowałam mu karierę... przeze mnie już nigdy nie zagra.
- Dziewczyno! To nie twoja wina... nie twoja wina, że jechał jak wariat...- powiedziała, ja przytuliłam się do niej, co trochę mnie uspokoiło.
Wróciłam do mojej sali, akurat spotkałam mojego lekarza, który tak samo, jak dzień wcześniej zganił mnie za to, że powinnam siedzieć w sali, mimo tego, że dobrze się czuję. Doktorek poinformował mnie, że następnego dnia dostanę wypis, bo nie ma sensu mnie trzymać w szpitalu, skoro i tak nie słucham jego poleceń i nie siedzę na tyłku. Byłam zadowolona z jego decyzji.

 
*Kilka dni później*
Dostałam wypis ze szpitala. Odwiedziłam Neya, ale za każdym razem wywalał mnie za drzwi, więc zrezygnowałam z odwiedzin. Jednak po czterech dniach mojej nieobecności dostałam telefon, dzwonił Ney, poprosił, żebym przyjechała do niego. Zrobiłam to, o co mnie poprosił i pojechałam do niego, gdy tylko weszłam do sali, spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Alex, przepraszam, wiem, że to nie twoja wina, że miałem wypadek… mogłem jechać wolniej… sam jestem sobie winien. Zachowałem się jak skończony dupek. Wybacz mi…
- Nie Ney, to moja wina, miałeś rację, gdyby nie to, że poszłam wtedy na to cholerne miasto, nie byłoby tego wypadku…
Porozmawiałam z nim, postanowiłam mu wybaczyć to, jak mnie potraktował.





CZYTASZ= KOMENTUJESZ ♥

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 24


Przez całą noc nie zmrużyłam oka, starałam się odpędzić te najgorsze myśli, ale świadomość, że Ney w każdej chwili może… odejść, po prostu mnie dobijała. Nad ranem udało mi się zasnąć. Obudził mnie lekarz, który przyszedł sprawdzić mój stan. Myślałam, że po prostu coś mu zrobię. Odwiedził mnie tata i Dominik. Młody był strasznie zmartwiony, pogadałam z nim trochę, żeby go uspokoić. Poprosiłam chłopaków, żeby zostawili mnie samą, potrzebowałam spokoju, przynajmniej tak mi się wydawało, chociaż z drugiej strony nie wpływało to najlepiej na moją psychikę. Gdy ponownie lekarz przyszedł sprawdzić mój stan zapytałam go, czy mogłabym odwiedzić mojego ukochanego, nie było żadnych przeciwwskazań. Jak najszybciej udałam się do sali, gdzie leżał Ney. Gdy tylko zobaczyłam w jakim jest stanie, łzy cisnęły mi się do oczu, był podpięty do respiratora, miał nogę w gipsie, głowę owiniętą bandażem, na ciele pełno siniaków i zadrapań. Usiadłam obok jego łóżka i delikatnie złapałam go za dłoń, płakałam. Przepraszałam go za to wszystko, bo przecież to przeze mnie miał ten wypadek. Siedziałam u niego z pół dnia, mówiłam do niego, miałam nadzieję, że coś usłyszy, mimo tego, że to przecież niemożliwe. Po pewnym czasie stwierdziłam, że powinnam się zapytać jego lekarza prowadzącego o jego stan. Udałam się do pokoju lekarskiego, gdy już prawie weszłam do pomieszczenia, usłyszałam jakieś krzyki, ktoś się kłócił, nie wyglądało to za ciekawie. Zapukałam do pokoju, po chwili usłyszałam głos najprawdopodobniej lekarza, zaprosił mnie do środka, weszłam. Wyminęłam się w drzwiach z jakąś młodą dziewczyną, była mniej więcej w moim wieku. Domyśliłam się, że to dziewczyna pana doktorka… albo raczej była dziewczyna. Doszło pomiędzy nimi do dosyć… ostrej (mało powiedziane) wymiany zdań.
- Dzień dobry, gdzie mogę znaleźć lekarza prowadzącego pana Neym…- nie dokończyłam mówić, bo szanowny pan doktor mi przerwał.
- Zaraz do pani wrócę, tylko dokończę pewną sprawę…- powiedział po czym wyszedł, poczułam się jakby mi ktoś w twarz strzelił.
-No nic…- pomyślałam, po czym wyszłam na korytarz, ujrzałam kłócącą się parę, młody pan doktor dostał siarczysty policzek.
Po tym, jak tamta dziewczyna poszła lekarz poprosił mnie, żebym poszła z nim gdzieś, zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia, była tam jeszcze jakaś lekarka, porozmawiał z nią, po czym nagle mu się przypomniało, że stoję obok i czekam na rozmowę.
- Jest pani z kimś z rodziny pana Neymara?- zapytał mnie doktorek.
- Tak, to znaczy… jestem jego dziewczyną.
- No więc, stan pani chłopaka początkowo był krytyczny, ale ustabilizował się dosyć szybko. W niedługim czasie będziemy próbować odłączać go od respiratora, by zobaczyć czy będzie wydolny oddechowo.
- A…  A co z jego nogą?
- Myślę, że z tym będzie największy kłopot, ponieważ została zmiażdżona, jest złamana w trzech miejscach, co prawda złożyliśmy ją, ale jest małe prawdopodobieństwo, że wróci do pełnej sprawności.- dosłownie prawie się przewróciłam, gdy usłyszałam to, co przed chwilą powiedział do mnie ten lekarz.
- Przecież on jest piłkarzem, jeśli nie odzyska w pełni sprawności w nodze, to jego kariera się skończy. Boże…- pomyślałam, po czym zebrałam się w garść, podziękowałam lekarzowi za informację, poszłam jeszcze na chwilę do Neya, posiedziałam u niego chwilę. Wyszłam i zaczęłam zmierzać w kierunku mojej sali, po drodze zobaczyłam… tą dziewczynę, siedzącą na krzesełku, zanosiła się płaczem, usiadłam obok niej, postanowiłam jakoś zagadać.
- Co się stało?- zapytałam po dłuższej chwili.
- Przed chwilą dowiedziałam się, że jestem nic nie wartą dz*wką i zostałam zdradzona przez faceta, z którym byłam ponad 3 lata.- powiedziała jednym tchem i jeszcze bardziej zaczęła płakać.
- Spokojnie, może mi opowiedz co się stało…
- Wczoraj widziałam mojego narzeczonego z jakąś zdzirą, zapytałam się kto to, powiedział, że koleżanka z pracy, ja jednak nie jestem ślepa… wiem, że to nie była koleżanka z pracy, a nawet jeśli to nie łączą ich tylko… sprawy zawodowe. Dzisiaj znowu ich widziałam, całowali się przed szpitalem, przyszłam do niego, chciałam to wyjaśnić. Wykrzyczał mi prosto w twarz, że nie potrafiłam mu dać tego, czego chciał, więc znalazł sobie kogoś, kto jest w stanie go zaspokoić. Jasna cholera! Przepraszam… nie wiem po co ja w ogóle o tym opowiadam tobie… nawet się nie znamy a zawracam ci głowę…
- No to zaraz się poznamy- uśmiechnęłam się do niej serdecznie.- Alex. Miło mi.- powiedziałam i podałam jej rękę.
- Stella- odpowiedziała i uśmiechnęła się.- A tak w ogóle… co się stało? Czemu jesteś w szpitalu?
- Wczoraj… ktoś mnie napadł… wiesz… może nie będę o tym mówić, jakby tego wszystkiego było mało, gdy Ney, mój chłopak jechał do mnie miał wypadek i…- powiedziałam i wytarłam łzy, które znów strumieniem zaczęły spływać po moich policzkach.
- Ja… Ja przepraszam… Nie wiedziałam, że to coś… aż tak poważnego… przepraszam.- powiedziała z zakłopotaniem i smutkiem.
- Nic się nie stało… po prostu… brakuje mi już na to wszystko siły.
Siedziałyśmy na tym korytarzu dobre półtorej godziny, rozmawiałyśmy. Nie sądziłam, że w tak nieprzyjemnych chwilach w moim życiu pojawi się ktoś zupełnie nowy, kto mnie wesprze. Kiedy w końcu wróciłam do mojej sali zostałam skarcona przez mojego lekarza, powinnam siedzieć na tyłku i się nie ruszać, bo jakby nie patrzeć ja też jestem po operacji. Sama zupełnie o tym nie myślałam, w tamtym czasie najważniejszy dla mnie był mój ukochany.



CZYTASZ= KOMENTUJESZ