Obudził nas dzwonek do drzwi.
-Co za idiota łazi po domach o 3 w nocy?- pomyślałam patrząc na telefon.
Poszłam otworzyć drzwi, ujrzałam za nimi pijanego Neymara, popatrzył się na
mnie, zaśmiał się szyderczo, zaczął wyzywać mnie od najgorszych.
- Jesteś nic nie warta! Jak ty mogłaś?! Jesteś zwykłą dziwką!- nie mogłam
dłużej słuchać tych wyzwisk, przecież ja nic nie zrobiłam, nie zdradziłam go,
zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, oparłam się o ścianę, po chwili osunęłam się
na podłogę, zanosiłam się płaczem. Alexis przyszedł z salonu, ukucnął przy mnie,
przytulił. Chwilę później zapytał czy to Ney, odpowiedziałam twierdząco. Chilijczyk
wstał, wybiegł za Neymarem, słyszałam ich rozmowę, a raczej kłótnię.
- Do jasnej cholery! Ona cię nie zdradziła!
- Ah tak?
- Tak! Przecież to ty ją zdradziłeś! Jesteś idiotą, nie potrafisz docenić tego,
co masz.
- Ja nie potrafię docenić? Ona jest nic nie warta!
- Jest warta więcej niż ci się wydaje, wspierała cię z całych swoich sił,
znosiła te wszystkie wyzwiska, za takie serce jakie ci okazywała traktowałeś ją
jak śmiecia, ona miała przez ciebie myśli samobójcze! Słyszysz? Chciała się
zabić przez ciebie! Przez takiego nic nie wartego sk***iela jak ty!
- Wiesz… miałem cię za dobrego kumpla. Nie chcę cię znać! Odbić kumplowi
dziewczynę… nieładnie… Nie jesteś już moim kumplem! A ona nie ma po co do mnie wracać!
- Jesteś żałosny…
Nie chciałam już tego dłużej słuchać, pobiegłam do łazienki, zamknęłam się tam.
Najchętniej znów sięgnęłabym po żyletkę, ale powstrzymałam się, myślałam o
rodzinie, a przede wszystkim o Chilijczyku, który… po prostu nie chciałam go
zranić, nie chciałam, żeby się o mnie jeszcze bardziej martwił.
- Otwórz- usłyszałam głos Alexisa dobiegający zza drzwi, wstałam, otworzyłam
drzwi. Przytuliłam się mocno do niego.
- Dziękuję…
- Za?
- Za to, że jesteś, że mogę na ciebie liczyć, że… Po prostu dziękuję.
Stałam tam dłuższą chwilę i przytulałam się do niego, później poszłam się
położyć do pokoju, który wcześniej wskazał mi właściciel domu. Próbowałam
zasnąć, ale nie udało mi się zmrużyć oka. Około 9 wstałam, ubrałam się i
poszłam uszykować śniadanie, zrobiłam jakieś kanapki, później obudziłam
Sancheza, bo za dwie godziny miał trening. Gdy jedliśmy śniadanie zapytał się
mnie, czy chcę jechać z nim, początkowo nie chciałam, ponieważ chłopcy z
drużyny gadaliby później, że coś między nami jest, a to nie prawda, jednak
zmieniłam zdanie i jakiś czas później byliśmy już na Camp Nou. Stało się tak
jak myślałam, te gamonie już zaczęły wymyślać jakieś głupoty. Jednak nie
przejmowałam się tym, wiedziałam, że pogadają, pogadają i im przejdzie.
Siedziałam
na trybunach i przyglądałam się poczynaniom tych kochanych debili. Za
każdym chciało mi się śmiać, gdy patrzyłam na to co wyczyniają. Miałam
niesamowitą beczkę, gdy Alexis kopnął piłkę w kierunku Messiego, ten nie
zauważył, że Sanchez podaje mu piłkę i dostał w łepetynę, Leo zaczął
ganiać po całym boisku za Alexisem, który wydzierał się jakby ktoś go ze
skóry obdzierał. Siedziałam na tych trybunach i płakałam ze śmiechu. W
pewnym momencie dostałam telefon, wiadomo kto dzwonił. Odebrałam.
- Czego ty chcesz?
- Alex… chciałem cię przeprosić…
- Za co ty chcesz mnie przepraszać? Za to, że zdradziłeś mnie z jakąś starą
k**wą? Za to, że potraktowałeś mnie jak
dziwkę? Za co? No powiedz!
- Za wszystko… byłem dupkiem… nie wiem co mam ci powiedzieć… Kocham cię.
- Wiesz co? Daj mi święty spokój! Tak będzie dla mnie najlepiej. Nie dzwoń do
mnie!
Rozłączyłam się, byłam wściekła… Jak on śmiał jeszcze powiedzieć, że mnie
kocha? Nie rozumiałam tego jak można być takim kłamcą. Gdyby mnie kochał nie
zdradziłby mnie. Już miałam rzucić telefonem, gdy ten znów zaczął dzwonić,
byłam przekonana, że to znowu ten dupek do mnie dzwoni, ale nie. Dzwoniła
Stella, odebrałam od razu.
- Hej Alex!- wydarła się do słuchawki.
- Hej kochana.- odpowiedziałam prawie kładąc się ze śmiechu.
- Co tam u ciebie?
- Poza tym, że Ney jest zwykłym dupkiem… to wszystko ok.
- Co on odwalił? Gadaj! Przyjadę i mu dołożę!- znów zaczęłam się śmiać, ta
dziewczyna rozwalała mnie swoim pozytywnym nastawieniem na małe kawałeczki.
- Ja będę trzymać ty będziesz kopać!- odpowiedziałam dosłownie płacząc ze
śmiechu.
- Okej!- odpowiedziała również się śmiejąc.
- A co tam u ciebie?- zapytałam, gdy już trochę się ogarnęłyśmy.
- Spoko, dzisiaj przylatuję do Barcelony.
- Jeju! Nawet nie wiesz jak się cieszę! O której?
- Tak koło 16. Jeszcze zdążymy się wbić na jakąś imprezę!
- Mam nadzieję!
Gadałam jeszcze z przyjaciółką o różnych takich pierdołach, strasznie się
rozgadałyśmy, nasza rozmowa trwała dobre 15 minut. Łaziłam po trybunach tam i z
powrotem, gadałam jak najęta, tak jak zawsze, gdy zaczęłam rozmowę ze Stell.
Poczułam że ktoś mnie obejmuje, trochę się wzdrygnęłam, bo nie wiedziałam kto
to może być.
- Kończ pogawędkę. Idziemy grać!- usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Ok, tylko jeszcze zmienię buty.- odpowiedziałam przyjacielowi, po czym
pożegnałam się ze Stellą. Poszłam zmienić buty, na szczęście nie zabrałam z
szatni moich korków, czekały tam na mnie dobrych kilka miesięcy. Założyłam
korki, związałam włosy w wysoki kucyk i popędziłam na boisko.
Byłam w drużynie m.in. z Tello, Iniestą, Messim i Fabregasem,
Sanchez niestety lub stety był wdrużynie przeciwnej, w jego drużynie był Mascherano, Pique, Alves i Villa itd. Zaczęliśmy
grać, szło nam całkiem nieźle. W pierwszych minutach moja drużyna
zdobyła punkt, za sprawą Leo, z moją asystą. Sanchezowi szczęka opadła,
wyraźnie był pod wrażeniem moich umiejętności. W pewnym momencie
atmosfera zaczęła się zagęszczać, bo nasz kochany bramkarz pobiegł w
bliżej nieokreślonym kierunku, a akurat Alexis miał piłkę. Starałam się
odebrać piłkę napastnikowi ale mimo wszystko nie mogłam go dogonić, bo
jakby nie patrzeć jest zawodowym piłkarzem i ma lepszą kondycję ode
mnie, jednak gdy udało mi się trochę przybliżyć do niego nie dawałam
rady zabrać mu piłki. Cały czas nabijał się ze mnie, ja też miałam
niezły ubaw.
- Nie wbijesz tego!- krzyknęłam, gdy byliśmy w pobliżu
mojej bramki, po chwili rozpędziłam się i rzuciłam się na niego, oboje
wylądowaliśmy na ziemi, leżałam tak na plecach i brechtałam się, on
leżał obok i śmiał się razem ze mną, po chwili podniósł się i podał mi
rękę, ja obdarzyłam go szerokim uśmiechem i chwyciłam go za rękę, jednak
nie wstałam, tylko pociągnęłam go, żeby się wywalił. Przewrócił się, ja
razem z nim, leżał tak nachylony nade mną, patrzył mi się prosto w oczy
i się uśmiechał, ja tak samo. Chłopcy stali obok nas w półokręgu, w
pewnym momencie było słychać takie charakterystyczne "uuuuu!", wszyscy
piłkarze zaczęli gwizdać i cały czas przyglądali się mi i Chilijczykowi.
- Co za debile- powiedziałam do Sancheza, on przyznał mi rację i
oboje zaczęliśmy się śmiać, po chwili wstaliśmy i kontynuowaliśmy mecz.
Rozgrywka zakończyła się remisem 2:2, ja strzeliłam drugiego gola dla
mojej drużyny, a w drużynie przeciwnej pierwszą bramkę wbił Alves, drugą
oczywiście nasz Chilijczyk.
Po zakończonym treningu udaliśmy się do
szatni. Później, gdy podjechaliśmy pod dom Alexisa spostrzegłam jakiś
samochód stojący na podjeździe, był to samochód Neymara.
- Mam z nim pogadać?- zapytał Sanchez.
- Nie, sama z nim... pogadam.- odpowiedziałam i westchnęłam.
Wysiadłam
z samochodu i podeszłam do auta Neymara, zapukałam w okno, bo chyba nie
zauważył, że stoję za drzwiami, on po chwili wysiadł i spojrzał na mnie
błagalnym wzrokiem.
- Czego ty chcesz, co?- zapytałam i założyłam ręce.
- Alex ja na prawdę cię kocham, byłem cholernym dupkiem...
-
Nie! Gdybyś mnie kochał nie potraktowałbyś mnie w taki sposób! Nie
byłeś dupkiem... ty nim nadal jesteś!- krzyknęłam na niego i odwróciłam
się, chciałam stamtąd odejść jak najszybciej, złapał mnie za nadgarstek,
przyciągnął do siebie.
- Proszę cię, daj mi jeszcze jedną szansę. Zrozumiałem, że nie mogę cię stracić, za bardzo cię kocham...
- Ty jesteś żałosny...- odpowiedziałam i wyrwałam się z jego uścisku.
-
Kocham cię, naprawdę...- powiedział i usiłował ponownie złapać mnie za
rękę, tym razem mu się nie udało, wymierzyłam mu cios, bałam się o to,
czy przypadkiem nie złamałam mu nosa, ale należało mu się, oddaliłam się
od niego i udałam się do domu Alexisa. Neymar po chwili odjechał, ja
weszłam do domu. Udałam się do salonu, gdzie siedział Chilijczyk.
Usiadłam obok niego, on spojrzał na mnie i zrobił pytającą minę.
- No co? Dostał ode mnie... lekko...- powiedziałam, popatrzyłam na niego i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- To było piękne!- powiedział i przybiliśmy piątkę.
- Wiem- odpowiedziałam i wyszczerzyłam się.
- Zapomniałam się ciebie zapytać... Wiesz, Stella dzisiaj wraca do Barcy i tak myślałam... może wbijemy na jakąś imprezę?
- Hmm... Czemu nie?
No i jak? :3 Tak tak... wiem, że mnie zabijecie za to :D ale mam nadzieję, że się spodobał. Proszę o komentarze ♥ one na prawdę potrafią dać niezłego kopa i zmotywować do dalszej roboty :D
A tak sobie myślę... dam Wam fotkę Alexisa xD I gifola *-* (Gifa znalazła moja kochana Jackie, chwała jej za to :D )

* Dwa
tygodnie później*
- Hej kochanie, jak się czujesz?- zapytałam, po czym pocałowałam Neya na
powitanie zaraz po wejściu do sali.
- Hej, całkiem ok.- odpowiedział.
- Wiesz już, kiedy dostaniesz wypis?
- Jak dobrze pójdzie to dzisiaj-
odpowiedział i uśmiechnął się.
- Wiesz… pytałam się Marca, czy pomógłby nam z przejazdem do domu, ale gdy
dzwoniłam, był z Paulą w drodze do jego rodziców. Kurde, nie wiem kogo
poprosić- powiedziałam zrezygnowana.
- Zaraz zadzwonię do Cristiana, może on będzie mógł.
Jak powiedział, tak zrobił, zadzwonił do Tello. Niestety okazało się, że i on
jest zajęty. Wyszłam z sali, z zamiarem udania się na spotkanie z lekarzem
prowadzącym Neymara, w celu wypełnienia formalności związanych z wypisem. Szłam
korytarzem, byłam strasznie zamyślona, nagle zderzyłam się z kimś, wylądowałam
tyłkiem na ziemi, ten ktoś podał mi rękę i pomógł wstać. Tym kimś był Alexis
Sanchez.
- Hej, przepraszam, zamyśliłam się i…
- Dobra nic się nie stało- odpowiedział i uśmiechnął się.
- Skąd ty tutaj?
- Przyjechałem do… koleżanki, złamała nogę… chyba… poprosiła, żebym ją
odwiedził. Przy okazji, pomyślałem, że wpadnę do Neymara- powiedział z lekkim
zakłopotaniem.
-Aha… To nie zawracam głowy, idź do koleżanki- powiedziałam, postawiłam
szczególny nacisk na ostatnie wypowiedziane przeze mnie słowo, uśmiechnęłam
się, poklepałam go po ramieniu i zaczęłam zmierzać w kierunku pokoju
lekarskiego. Porozmawiałam z lekarzem Neya, później wróciłam do sali mojego
chłopaka. Zastałam tam również Chilijczyka, z którym wcześniej się zderzyłam.
Porozmawiałam z nimi trochę, przy okazji poprosiłam Alexisa, żeby pomógł nam z
transportem. Na szczęście się zgodził.
*Kilka godzin później*
Sanchez pomógł mi i Neyowi z przejazdem, później pomógł mi przenieść resztę
rzeczy z samochodu, porozmawialiśmy chwilę. Gdy wyszedł z domu zauważyłam, że
zostawił telefon, chwyciłam komórkę i pobiegłam oddać ją właścicielowi.
- Czegoś zapomniałeś- powiedziałam, uśmiechnęłam się i podałam mu przedmiot.
- O, dzięki- odpowiedział z uśmiechem, odebrał telefon z mojej ręki.- Jakbyś
czegoś potrzebowała, dzwoń, przyjadę- powiedział wsiadając do auta.
- Okej, dzięki- odpowiedziałam, on po chwili odjechał.
*Cztery miesiące później*
Właśnie wracałam z miasta, byłam na małych zakupach, kupiłam jakieś ciuchy,
kosmetyki i inne pierdoły, po drodze wpadłam do Alexisa, bo poprosił mnie,
żebym udzieliła mu „przyjacielskiej rady”, bo nie wiedział co począć w sprawie
jego „koleżanki”. Śmieszyła mnie trochę jego niezaradność, bo jakby nie patrzeć
to dorosły facet, a nie wiedział jak poradzić sobie z zaproszeniem kobiety na
randkę, w dodatku prosił mnie- dziewczynę mającą zaledwie 19 lat, o radę.
Zaprzyjaźniłam się z nim, bardzo pomagał mi i wspierał mnie, pocieszał po
kłótniach z Neymarem. Brazylijczyk od czasu wyjścia ze szpitala jakby zamknął
się w sobie, wobec mnie był chamski, traktował mnie w niezbyt przyjemny sposób.
Po części rozumiałam go, bo przecież komuś, kto na co dzień był sprawny i
samowystarczalny, po prostu ciężko żyć ze świadomością, że jest od kogoś
zależny, że nie poradzi sobie z pewnymi rzeczami i musi się prosić o pomoc.
Kochałam go, ale cholernie bolało mnie to, jak mnie traktował, mimo to
wspierałam go ze wszystkich sił, dodatkowo miałam na głowie studia. Alexis w
tym czasie był dla mnie jak starszy brat, może nawet jak „przyjaciółka”. Jeśli
to w ogóle możliwe, wypełnił mi pustkę po Paulinie, która od kilku miesięcy już
się do mnie nie odzywała, rozumiałam to, że martwi się porodem i innymi
rzeczami, ale miałam do niej straszny żal, ponieważ za każdym razem, gdy
chciałam się z nią spotkać znajdowała jakąś wymówkę, a jeśli już udało mi się z
nią umówić, odwoływała spotkanie. Co prawda była jeszcze Stell, ale starałam
się jak najmniej zawracać jej głowę, bo miała jakieś problemy rodzinne, więc i
nasze kontakty się trochę urwały. Siedziałam w taksówce już chyba pół godziny,
były straszne korki, stwierdziłam, że szybciej udałoby mi się dojść do domu na
piechotę. Gdy taksówkarz oznajmił, że jesteśmy na miejscu byłam wniebowzięta,
zapłaciłam za kurs, zabrałam torby z zakupami i czym prędzej pognałam do domu,
to co tam zastałam mnie zszokowało. Rzuciłam torby z zakupami na ziemię i
wybiegłam z domu, biegłam przed siebie, nie zwracałam uwagi gdzie biegnę, po
prostu chciałam uciec jak najdalej od tego łajdaka. Łaziłam po mieście bez
celu, byłam rozgoryczona tym co zobaczyłam, w jednej chwili poczułam, że moje
serce rozpada się na kawałeczki. Po pewnym czasie poszłam do jakiegoś parku,
usiadłam na ławce, siedziałam tak z półtorej godziny i zalewałam się łzami. Zaczął
padać deszcz, nie przejęłam się tym, siedziałam tak w mroku, był już późny
wieczór. Nie chciałam
wracać do domu, więc zdecydowałam się napisać smsa do Alexisa.
- Hej, jak tam?
- A, lepiej nie mówić.
- Co się stało?
- A nic… może innym razem, to nie rozmowa na telefon.
- Aj… Wiesz… mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Mogłabym do ciebie wpaść?
- Jasne, coś się stało?
- Opowiem ci później, niedługo będę.
- Ok.
Po jakimś czasie byłam już pod domem Chilijczyka, zadzwoniłam do drzwi,
otworzył mi po dłuższej chwili, gdy mnie zobaczył zrzedła mu mina. Zaprosił
mnie do środka, dał mi jakąś koszulkę, żebym się przebrała, bo byłam cała przemoknięta.
Ogarnęłam trochę swój wygląd i udałam się do salonu, gdzie czekał na mnie
przyjaciel, usiadłam obok niego.
- Jak na randce?- zapytałam po dłuższej chwili wgapiając się w podłogę.
- Nie ważne, ty teraz jesteś ważniejsza. Mów co się stało- odpowiedział,
spojrzałam na niego, był śmiertelnie poważny, oczekiwał na to, że powiem mu o
co chodziło. Nie chciałam już go więcej zamęczać moimi problemami, ale nie
miałam wyboru.
- Neymar mnie zdradził- odpowiedziałam ledwie słyszalnie.
- Jak to?!- powiedział podniesionym głosem, wiedziałam, że jest mocno wkurzony.
- No… widziałam dzisiaj jak… z tą cholerną rehabilitantką... ona mogłaby być
jego matką!
- Co za kretyn! Skończony idiota!- powiedział jeszcze bardziej nerwowo,
podniósł się z kanapy, ja mocno chwyciłam go za rękę, wiedziałam, że
najchętniej pojechałby tam i sprał Brazylijczyka na kwaśne jabłko, nie chciałam
tego, dlatego go zatrzymałam, chociaż z drugiej strony Ney zasłużył sobie na „nauczkę”.
Pogadałam z Alexisem, ta rozmowa trochę pomogła mi zapomnieć o moim chłopaku, byłym
chłopaku. Początkowo to Sanchez pocieszał mnie, a później role się odwróciły i
to ja starałam się go jakoś podbudować na duchu, gdy zaczął mi opowiadać o tym
co odwaliła tamta laska, to aż mi brakło słów. Nie wiedziałam jak można być
taką zdzirą. Przyjść na randkę z facetem i pieprzyć się w WC z jakimś innym
gościem, to już meega przesada. Pogadałam z Alexisem i oboje jakoś poprawiliśmy
sobie humor, później obejrzeliśmy jakąś komedię, później kolejną, ogólnie
wieczór spędziliśmy w miarę śmiechowo. Po maratonie filmowym jaki sobie
urządziliśmy oboje zasnęliśmy na kanapie w salonie.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ ♥
No i mamy kolejny! ;3 Mam nadzieję, że się spodobał :)
Z samego rana gdy tylko wstałam udałam się do sali, gdzie leżał mój chłopak.
Znowu przesiedziałam u niego praktycznie cały dzień, porozmawiałam z lekarzem
kiedy tylko przyszedł sprawdzić stan Neya. Lekarz kazał mi wyjść, gdy będą
odłączać Brazylijczyka od respiratora i będą go wybudzać. Nie zgodziłam się, po
prostu chciałam być przy nim, gdy się obudzi. Stałam pod ścianą a lekarze
robili swoje, na szczęście wszystko poszło dobrze. Kilkanaście minut później
usłyszałam zachrypnięty głos mojego chłopaka.
- Alex? Gdzie ja jestem? Co się stało?- zapytał, podeszłam do niego i chwyciłam
go za rękę.
-W szpitalu, miałeś wypadek...
Chciałam z nim porozmawiać, ale ustąpiłam lekarzowi, który pytał się chłopaka o
podstawowe informacje, chociażby imię, nazwisko itp. Gdy lekarz poszedł
podeszłam do Neymara i przytuliłam się do niego najdelikatniej jak tylko
potrafiłam. Zaczęliśmy rozmawiać, chłopak pytał się o swój stan. Porozmawiałam
z nim chwilę, w końcu zadał to pytanie...
- Jak się czuje przyszła mama hmm?- próbowałam być silna, ale nie dałam rady,
zaczęłam płakać.
-Al co się dzieje?- zapytał i mnie przytulił.
- Ney... ja... straciłam dziecko...
- Boże... Alex, ale jak... co się w ogóle stało?
-Ktoś... mnie napadł... zadał cios nożem i...-nie mogłam nic więcej z siebie
wydusić, jeszcze bardziej się rozkleiłam.
-Al... Jezu...- powiedział pod nosem, przytulił mnie. Posiedziałam z nim,
milczeliśmy, znowu przyszedł lekarz Neya.
- Czy mogłaby pani wyjść? Muszę porozmawiać z pacjentem.
-Jasne- odpowiedziałam, wstałam z krzesła i udałam się do wyjścia. Obiecałam
Neyowi, że jeszcze do niego zajrzę.
Siedziałam na korytarzu, czekałam na wyjście lekarza. Gdy w końcu wyszedł
poszłam do chłopaka i chciałam z nim porozmawiać. Piłkarz był załamany, gdy
tylko mnie zobaczył, odwrócił głowę w drugą stronę. Chwyciłam go za rękę, ale
odepchnął moją dłoń.
-Ney...
-Zostaw mnie! Wyjdź!- wydarł się na mnie.
-Ale...
-Wyjdź...- powiedział już nieco spokojniej.
Wyszłam, usiadłam na krzesełku na korytarzu, łzy mimowolnie zaczęły mi się lać
z oczu. Podeszła do mnie Stella, którą dzień wcześniej poprosiłam, aby mnie
odwiedziła.
- Co się stało?- zapytała i położyła rękę na moim ramieniu.
- Ney przed momentem mnie wywalił za drzwi... ma rację, w końcu to przeze mnie
tutaj trafił... ja zmarnowałam mu karierę... przeze mnie już nigdy nie zagra.
- Dziewczyno! To nie twoja wina... nie twoja wina, że jechał jak wariat...-
powiedziała, ja przytuliłam się do niej, co trochę mnie uspokoiło.
Wróciłam do mojej sali, akurat spotkałam mojego lekarza, który tak samo, jak
dzień wcześniej zganił mnie za to, że powinnam siedzieć w sali, mimo tego, że
dobrze się czuję. Doktorek poinformował mnie, że następnego dnia dostanę wypis,
bo nie ma sensu mnie trzymać w szpitalu, skoro i tak nie słucham jego poleceń i
nie siedzę na tyłku. Byłam zadowolona z jego decyzji.
*Kilka dni później*
Dostałam wypis ze szpitala. Odwiedziłam Neya, ale za każdym razem wywalał mnie
za drzwi, więc zrezygnowałam z odwiedzin. Jednak po czterech dniach mojej
nieobecności dostałam telefon, dzwonił Ney, poprosił, żebym przyjechała do
niego. Zrobiłam to, o co mnie poprosił i pojechałam do niego, gdy tylko weszłam
do sali, spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Alex, przepraszam, wiem, że to nie twoja wina, że miałem wypadek… mogłem jechać
wolniej… sam jestem sobie winien. Zachowałem się jak skończony dupek. Wybacz
mi…
- Nie Ney, to moja wina, miałeś rację, gdyby nie to, że poszłam wtedy na to
cholerne miasto, nie byłoby tego wypadku…
Porozmawiałam z nim, postanowiłam mu wybaczyć to, jak mnie potraktował.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ ♥
Przez
całą noc nie zmrużyłam oka, starałam się odpędzić te najgorsze myśli, ale
świadomość, że Ney w każdej chwili może… odejść, po prostu mnie dobijała. Nad
ranem udało mi się zasnąć. Obudził mnie lekarz, który przyszedł sprawdzić mój
stan. Myślałam, że po prostu coś mu zrobię. Odwiedził mnie tata i Dominik.
Młody był strasznie zmartwiony, pogadałam z nim trochę, żeby go uspokoić.
Poprosiłam chłopaków, żeby zostawili mnie samą, potrzebowałam spokoju,
przynajmniej tak mi się wydawało, chociaż z drugiej strony nie wpływało to
najlepiej na moją psychikę. Gdy ponownie lekarz przyszedł sprawdzić mój stan
zapytałam go, czy mogłabym odwiedzić mojego ukochanego, nie było żadnych
przeciwwskazań. Jak najszybciej udałam się do sali, gdzie leżał Ney. Gdy tylko
zobaczyłam w jakim jest stanie, łzy cisnęły mi się do oczu, był podpięty do respiratora,
miał nogę w gipsie, głowę owiniętą bandażem, na ciele pełno siniaków i zadrapań.
Usiadłam obok jego łóżka i delikatnie złapałam go za dłoń, płakałam.
Przepraszałam go za to wszystko, bo przecież to przeze mnie miał ten wypadek.
Siedziałam u niego z pół dnia, mówiłam do niego, miałam nadzieję, że coś
usłyszy, mimo tego, że to przecież niemożliwe. Po pewnym czasie stwierdziłam,
że powinnam się zapytać jego lekarza prowadzącego o jego stan. Udałam się do
pokoju lekarskiego, gdy już prawie weszłam do pomieszczenia, usłyszałam jakieś
krzyki, ktoś się kłócił, nie wyglądało to za ciekawie. Zapukałam do pokoju, po
chwili usłyszałam głos najprawdopodobniej lekarza, zaprosił mnie do środka,
weszłam. Wyminęłam się w drzwiach z jakąś młodą dziewczyną, była mniej więcej w
moim wieku. Domyśliłam się, że to dziewczyna pana doktorka… albo raczej była
dziewczyna. Doszło pomiędzy nimi do dosyć… ostrej (mało powiedziane) wymiany
zdań.
- Dzień dobry, gdzie mogę znaleźć lekarza prowadzącego pana Neym…- nie
dokończyłam mówić, bo szanowny pan doktor mi przerwał.
- Zaraz do pani wrócę, tylko dokończę pewną sprawę…- powiedział po czym
wyszedł, poczułam się jakby mi ktoś w twarz strzelił.
-No nic…- pomyślałam, po czym wyszłam na korytarz, ujrzałam kłócącą się parę,
młody pan doktor dostał siarczysty policzek.
Po tym, jak tamta dziewczyna poszła lekarz poprosił mnie, żebym poszła z nim
gdzieś, zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia, była tam jeszcze jakaś
lekarka, porozmawiał z nią, po czym nagle mu się przypomniało, że stoję obok i
czekam na rozmowę.
- Jest pani z kimś z rodziny pana Neymara?- zapytał mnie doktorek.
- Tak, to znaczy… jestem jego dziewczyną.
- No więc, stan pani chłopaka początkowo był krytyczny, ale ustabilizował się
dosyć szybko. W niedługim czasie będziemy próbować odłączać go od respiratora,
by zobaczyć czy będzie wydolny oddechowo.
- A… A co z jego nogą?
- Myślę, że z tym będzie największy kłopot, ponieważ została zmiażdżona, jest
złamana w trzech miejscach, co prawda złożyliśmy ją, ale jest małe prawdopodobieństwo,
że wróci do pełnej sprawności.- dosłownie prawie się przewróciłam, gdy
usłyszałam to, co przed chwilą powiedział do mnie ten lekarz.
- Przecież on jest piłkarzem, jeśli nie odzyska w pełni sprawności w nodze, to
jego kariera się skończy. Boże…- pomyślałam, po czym zebrałam się w garść,
podziękowałam lekarzowi za informację, poszłam jeszcze na chwilę do Neya,
posiedziałam u niego chwilę. Wyszłam i zaczęłam zmierzać w kierunku mojej sali,
po drodze zobaczyłam… tą dziewczynę, siedzącą na krzesełku, zanosiła się
płaczem, usiadłam obok niej, postanowiłam jakoś zagadać.
- Co się stało?- zapytałam po dłuższej chwili.
- Przed chwilą dowiedziałam się, że jestem nic nie wartą dz*wką i zostałam
zdradzona przez faceta, z którym byłam ponad 3 lata.- powiedziała jednym tchem
i jeszcze bardziej zaczęła płakać.
- Spokojnie, może mi opowiedz co się stało…
- Wczoraj widziałam mojego narzeczonego z jakąś zdzirą, zapytałam się kto to,
powiedział, że koleżanka z pracy, ja jednak nie jestem ślepa… wiem, że to nie
była koleżanka z pracy, a nawet jeśli to nie łączą ich tylko… sprawy zawodowe.
Dzisiaj znowu ich widziałam, całowali się przed szpitalem, przyszłam do niego,
chciałam to wyjaśnić. Wykrzyczał mi prosto w twarz, że nie potrafiłam mu dać
tego, czego chciał, więc znalazł sobie kogoś, kto jest w stanie go zaspokoić.
Jasna cholera! Przepraszam… nie wiem po co ja w ogóle o tym opowiadam tobie…
nawet się nie znamy a zawracam ci głowę…
- No to zaraz się poznamy- uśmiechnęłam się do niej serdecznie.- Alex. Miło mi.-
powiedziałam i podałam jej rękę.
- Stella- odpowiedziała i uśmiechnęła się.- A tak w ogóle… co się stało? Czemu
jesteś w szpitalu?
- Wczoraj… ktoś mnie napadł… wiesz… może nie będę o tym mówić, jakby tego
wszystkiego było mało, gdy Ney, mój chłopak jechał do mnie miał wypadek i…- powiedziałam
i wytarłam łzy, które znów strumieniem zaczęły spływać po moich policzkach.
- Ja… Ja przepraszam… Nie wiedziałam, że to coś… aż tak poważnego…
przepraszam.- powiedziała z zakłopotaniem i smutkiem.
- Nic się nie stało… po prostu… brakuje mi już na to wszystko siły.
Siedziałyśmy na tym korytarzu dobre półtorej godziny, rozmawiałyśmy. Nie
sądziłam, że w tak nieprzyjemnych chwilach w moim życiu pojawi się ktoś
zupełnie nowy, kto mnie wesprze. Kiedy w końcu wróciłam do mojej sali zostałam
skarcona przez mojego lekarza, powinnam siedzieć na tyłku i się nie ruszać, bo
jakby nie patrzeć ja też jestem po operacji. Sama zupełnie o tym nie myślałam,
w tamtym czasie najważniejszy dla mnie był mój ukochany.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
Dostałam
z pięści w twarz, upadłam, nie wiedziałam co się dzieje, byłam
strasznie zdezorientowana i przestraszona. Ten ktoś podniósł mnie i… poczułam
ogromny ból. Chyba dostałam jakimś ostrym narzędziem, czułam ten straszny, przeszywający i wciąż
narastający ból. Upadłam na ziemię, płakałam, wołałam o pomoc, zobaczyłam, że
ktoś kto mnie napadł uciekł. Podbiegł do mnie mój ojciec. Czułam, że robi mi
się słabo, było mi strasznie zimno, straciłam przytomność.
*Ney*
Nie chciało mi się iść z Alex i jej rodziną na miasto, po prostu byłem
wycieńczony po treningu, może to też dlatego, że się nie wyspałem, z
oczywistych powodów… ale warto było. Leżałem na kanapie i przeglądałem jakieś kanały w TV, w międzyczasie wrzuciłem
kilka fotek na instagrama, ogólnie nudziłem się strasznie, ale nic nie chciało
mi się robić… kompletnie. Rozmyślałem o tym, co powiedziała mi Alex
poprzedniego wieczora. Nie powiem, że jakoś specjalnie się ucieszyłem na
wiadomość, że zostanę ojcem… znowu, bo przecież mam jeszcze Daviego. Nie było
to ani jej, ani mi na rękę. Alex miała w planach studia, niestety musiała z
nich zrezygnować, nie było innego wyjścia. Mimo to, że nie bardzo chciałem znów
bawić się w niańkę musiałem stawić temu czoła i zdecydowałem się jak
najbardziej wesprzeć moją ukochaną w tej sytuacji. Gdy Al oprowadzała swoją rodzinę
po Barcelonie zacząłem żałować, że nie poszedłem razem z nią, siedziałem w domu
sam jak palec, w końcu zasnąłem, obudził mnie telefon, odebrałem.
- Alex jest w szpitalu, przyjedź tutaj jak najszybciej- usłyszałem drżący głos
ojca Alex.
-Jak to? Co się stało?- krzyknąłem do
słuchawki z przerażeniem i zerwałem się na równe nogi.
- Przyjedź, wszystkiego się dowiesz- powiedział, podał adres szpitala, gdzie
przewieziono Al. Chwyciłem kluczyki i pobiegłem do auta, które stało przed
domem. Ruszyłem z piskiem opon, jechałem jak szaleniec po ulicach Barcelony,
chciałem jak najszybciej dotrzeć do szpitala, dojeżdżałem do skrzyżowania,
chciałem zahamować… wpadłem w poślizg, auto zaczęło koziołkować.
- Kocham cię Alex- pomyślałem i
zamknąłem oczy.
*Tata Alex*
- Błagam! Powiedzcie mi co z moją córką!- krzyknąłem biegnąc za lekarzem, który
przewoził moją córkę na salę operacyjną. Nie było żadnego odzewu, usiadłem na
krzesełku przy wejściu do sali, gdzie była operowana moja córka.
- Kto to zrobił? Dlaczego?!- wciąż zadawałem sobie to pytanie.
Siedziałem załamany, czekałem na jakąkolwiek informację ze strony lekarzy.
Zadzwoniłem do chłopaka Alex, żeby jak najszybciej przyjechał do szpitala.
Czekałem cały czas na lekarza. W końcu po 2 godzinach spędzonych na sali
operacyjnej, lekarz wyszedł i podszedł do mnie z niezbyt wesołą miną.
-Pan jest kimś z rodziny panny Alex?
- Tak, jestem jej ojcem.- odpowiedziałem.
-Mam dwie wiadomości. Jedną dobrą, drugą niestety… złą.
- Co takiego?
-Otóż ta dobra… Z pana córką będzie wszystko w porządku, żadne narządy
wewnętrzne nie ucierpiały...
- A ta zła?
- Panna Alex była w… Niestety, przykro mi. Dziecka nie udało się uratować.-
powiedział i poszedł z opuszczoną głową. Stałem jak wmurowany, nie wiedziałem
co mam zrobić.
-Jak to? Ona była w ciąży? Boże…
Próbowałem ponownie się dodzwonić do chłopaka mojej córki, ale bez większego
rezultatu. Wyłączył telefon.
-Co za gówniarz.- pomyślałem i cisnąłem telefonem o ścianę, odwróciłem się i
zobaczyłem chłopaka mojego córki, który był przewożony na salę operacyjną.
- Co się stało?- krzyknąłem przerażony.
- Proszę zrobić miejsce. Później pan się wszystkiego dowie.
-Jasna cholera!- wydarłem się na cały korytarz, gdyby nie Dominik, chyba bym
sobie coś zrobił.
Siedziałem kilka godzin wpatrując się przez szybę do sali, gdzie leżała moja
biedna córeczka. W końcu pozwolili mi do niej wejść, gdy zaczęła się wybudzać.
*Alex*
Powoli otworzyłam oczy, światło strasznie mnie raziło, czułam się strasznie.
Zobaczyłam mojego tatę siedzącego na krzesełku obok, trzymał mnie za rękę.
- Gdzie ja… jestem? Co się… co się stało?- zapytałam ledwo łapiąc oddech.
- Jesteś w szpitalu. Kochanie, jak się czujesz?
- Wiesz… Bywało lepiej.- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Ścisnęłam
rękę taty, on mnie lekko przytulił.
- Tato?
- Co kochanie?
- Gdzie jest Ney?
- Wiesz… on… Później przyjdzie.- odpowiedział, ale widziałam, że jest
niespokojny, wiedziałam, że coś przede mną ukrywa.
- Tato… Powiedz prawdę, widzę, że… coś jest nie tak.
- On… zaraz wracam.- powiedział i wyszedł, jakiś lekarz go poprosił, żeby
wyszedł. Byłam przerażona, wiedziałam, że coś się stało, coś poważnego.
- Do cholery! Powiedz mi co się stało!- wydarłam się na mojego ojca, byłam
zdenerwowana tym, że nie chciał mi nic powiedzieć.
- Gdy jechał do ciebie… Miał wypadek… Jest w krytycznym stanie. Właśnie
skończyli go operować. Nie wiadomo czy przeżyje…
Gdy tylko usłyszałam te słowa poczułam, że moje serce zostało rozerwane na
milion małych kawałeczków.
- Kochanie wiem, że ci ciężko…- powiedział tata, starał się mnie pocieszyć.
- Wyjdź!- krzyknęłam i zaczęłam płakać. Tata wyszedł, zostałam sama. Cały czas
płakałam, później się trochę uspokoiłam, gdy zobaczyłam lekarza, który
najwidoczniej miał mi coś do powiedzenia.
- Witam, nazywam się Patrick Alvarez, jestem pani lekarzem prowadzącym,
chciałem z panią porozmawiać.
- Co się stało?- zapytałam, widząc jego minę, przestraszyłam się tego, co ma mi
do powiedzenia.
- Widzi pani… ktoś zadał pani cios nożem… jakimś cudem żadne narządy wewnętrzne
nie ucierpiały, ale…
- Ale?
- Przykro mi… nie udało nam się uratować pani dziecka. Niestety, nie będzie
pani mogła w przyszłości mieć dzieci.
- Boże…
- Naprawdę mi przykro.
- Chcę zostać sama. Może pan wyjść?
- Tak oczywiście.
Leżałam i patrzyłam się w sufit, łzy strumieniami spływały mi po policzkach. Modliłam
się, żeby Ney przeżył, nie mogłam sobie wybaczyć tego, że nie zostałam w domu,
albo nie weszłam z nimi do tej restauracji. Straciłam dziecko, nie mogłam
stracić Neya… tego byłoby za wiele.
Tak jak mówiłam wstawiam kolejny :) Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :D Wcześniej nie miałam chęci do życia, ale jak mnie wzięło na pisanie, to napisałam 2 rozdziały xD a nad kolejnym pracuję cały czas :D Mam nadzieję, że Wam się spodobał, zachęcam do komentowania, bo to na prawdę potrafi zmotywować do dalszej roboty! :D
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
Następnego
dnia wyszłam z domu pod pretekstem zakupów z Pauliną, ale poszłam do
ginekologa, czułam się jakbym szła na ścięcie. Weszłam do gabinetu lekarza wraz
z przyjaciółką, po wyjściu byłam załamana, tym, że jednak potwierdziło się.
Byłam w ciąży. Z jednej strony chciałam powiedzieć o tym Neyowi, ale z drugiej
cholernie bałam się jego reakcji, bałam się, że mnie zostawi. Ba! Byłam tego
pewna… Jednak postanowiłam mu o tym powiedzieć. Powiedzieć o dziecku, o naszym
dziecku.
Tego dnia Ney miał jakieś badania, później trening, jeszcze później umówił się
z chłopakami na mieście, więc nie było go w domu praktycznie cały dzień. Wieczorem
przygotowałam kolację, po powrocie Neya zasiedliśmy do stołu. Chłopak szybko zauważył, że coś jest nie tak.
- Alex, co się stało?- zapytał patrząc na mnie przeszywającym wzrokiem.
- Nic, wszystko ok.- odpowiedziałam i opuściłam wzrok. Czułam, że się
rozklejam, wyszłam z jadalni i udałam się do ogrodu, usiadłam na leżaku obok
basenu, wtuliłam głowę w nogi i zaczęłam
cichutko płakać.
- Kochanie co się stało?- Ney zapytał i przytulił mnie mocno.
- Ney, ja… ja jestem w ciąży…- wyjąkałam ledwo słyszalnie, on mnie przytulił
jeszcze mocniej, a ja wtulona w niego cały czas płakałam. Po tym co mu wyznałam
spodziewałam się innej reakcji, spodziewałam się bardziej tego, że się na mnie
zdenerwuje, że mnie wyzywa, ale nie… zareagował inaczej, zupełnie inaczej niż
się tego spodziewałam.
- Ćśś… uspokój się- powiedział i pocałował mnie w czubek głowy.
- Co my teraz zrobimy?- zapytałam go, gdy już trochę się uspokoiłam, nadal
byłam w niego wtulona.
- Poradzimy sobie jakoś, przecież to nie koniec świata.
- Dla mnie tak… Co z moimi studiami?... Moi rodzice mnie chyba zabiją…
- Ułoży się jakoś, zobaczysz.
- Mam nadzieję, że się ułoży. Nawet nie wiesz jak ja się bałam… bałam się, że
mnie zostawisz, że zostanę z tym wszystkim sama.
- Coś ty, kocham cię Al, zawsze będę i nic tego nie zmieni.
- Ja ciebie też Ney.
Siedzieliśmy tak przy tym basenie, rozmawialiśmy. Naprawdę odczułam ogromną
ulgę po rozmowie z nim, przekonałam się, że jednak się myliłam co do jego
reakcji. Nie powiem, żeby jakoś szczególnie się ucieszył, zareagował bardziej
neutralnie, wydało mi się to dziwne, no ale…
Zebraliśmy się do domu, bo zaczął padać deszcz, posprzątaliśmy po kolacji, a
później Ney chciał obejrzeć jakiś film. W trakcie filmu chłopak zasnął
trzymając mnie kurczowo w objęciach. Zaczęłam oglądać ten film, który z
początku wydawał mi się nużący, ale później okazał się nawet, nawet… W końcu
niestety musiałam obudzić słodko śpiącego Brazylijczyka, nie miałam serca, ale
jednak byłam zmuszona, bo siedzenie ponad 2 godziny w jednej pozycji
przyprawiło mnie o ból pleców.
- Kochanie wstawaj- powiedziałam do mojego chłopaka, który nadal spał jak
zabity, wypowiedziałam jego imię jeszcze kilka razy, ale nie reagował. Zaczęłam
lekko go potrząsać za ramię, ale i to nic nie dało, byłam skazana na siedzenie
w niezbyt wygodnej pozycji w dodatku ściskana przez Neya. Siedziałam tak
jeszcze może ze 20 minut, bo zaczęła się burza i zaczęło się robić dosyć głośno
przez grzmoty, poza tym dosyć sporych rozmiarów krople deszczu zaczęły rozbijać
się o szyby w oknach.
- Woow, ale się rozpadało- powiedział Ney, który w końcu się obudził.
- No nareszcie się obudziłeś, myślałam, że mnie zgnieciesz- zaśmiałam się po
czym wstałam i się przeciągnęłam.
- No i co my będziemy robić w taką pogodę?- powiedział chłopak, który
najwyraźniej miał nadzieję na upojną noc.
- Jak ty to sobie wyobrażasz?- zapytałam lekko podirytowana, bo nie wyobrażałam
sobie nawet takiej sytuacji.
- Przecież można jak się jest…
- W ciąży, wiem… nie musisz mnie dobijać.- przerwałam mu, usiadłam na kanapie i
położyłam głowę na oparciu.
- Oj, przepraszam, nie gniewaj się- wyszeptał mi do ucha i pocałował w szyję,
położył dłoń na moim udzie. Zaczął mnie całować, ja odwzajemniałam.
- Ty to wiesz jak mnie nakłonić… do zmiany zdania.- powiedziałam między
pocałunkami. Uśmiechnął się, podniósł mnie i przenieśliśmy się do sypialni. Nie
pożałowałam tej decyzji, spędziliśmy miło wieczór… i praktycznie całą noc.
Następnego dnia obudziliśmy się po 10, Ney od razu popędził do łazienki,
ponieważ na 1115 miał
się stawić na treningu, ja w tym czasie poszłam przygotować śniadanie, zrobiłam
kanapki, na odrębny talerzyk pokroiłam ogórka i pomidora. Usiadłam przy stole i
czekałam aż Ney zejdzie na dół, niestety moja cierpliwość się skończyła i
poszłam do niego do łazienki, gdy tylko weszłam do pomieszczenia chłopak
uśmiechnął się, podszedł do mnie, przyparł do ściany i zaczął całować,
wiedziałam, że znów miał ochotę, ale nie mogliśmy sobie na to pozwolić, bo
spóźniłby się na trening.
- Ney, nie teraz. Zaraz musisz jechać.
- To teraz zrobimy małą rozgrzewkę.- powiedział, uśmiechnął się łobuzersko i
zaczął mi zdejmować koszulkę.
- Później, teraz chodź na śniadanie.- wymknęłam się z jego objęć, poprawiłam
koszulkę i zeszłam do jadalni, on po chwili do mnie dołączył. Z nadąsaną miną
zjadł ze mną śniadanie, później pojechał na trening. W czasie jego nieobecności
wysprzątałam cały dom, nie było tego dużo, bo sprzątaczka zaglądała tam dosyć
często, tego dnia jednak postanowiłam ją wyręczyć. Po odwalonej przeze mnie
robocie można było z podłogi jeść . Nie
mogłam znaleźć sobie miejsca, więc usiadłam na kanapie i włączyłam TV,
przeglądałam kanały, ale jak na złość nie było nic ciekawego. Położyłam się na
kanapie, włożyłam słuchawki i zaczęłam słuchać mojej ulubionej muzyki, później poprzeglądałam
jakieś filmiki na YouTube. W końcu i ta czynność mi się znudziła, dlatego
postanowiłam poprzenosić jakieś drobiazgi z mojego poprzedniego miejsca
zamieszkania do domu Neya, gdzie i tak wkrótce miałam zamieszkać na stałe.
Poszłam do domu, zapakowałam jakieś pierdółki do kartonów, zniosłam to wszystko
do salonu. Zastałam tam mojego tatę i brata, porozmawiałam z nimi i umówiłam
się, że oprowadzę ich po mieście i pokażę kilka ciekawych miejsc. Tata uparł
się, żeby przenieść za mnie ten „ciężki” pakunek. Wkrótce byliśmy już na
miejscu, podziękowałam tacie za pomoc. Porozkładałam te drobiazgi w różnych miejscach
w domu. Zostało jeszcze ponad godzinę do powrotu Neymara, więc stwierdziłam, że
warto byłoby coś ugotować, padło na tradycyjne hiszpańskie danie- Paellę.
Udałam się do sklepu po brakujące składniki, po powrocie od razu zabrałam się
do roboty. Czas w kuchni zleciał mi dosyć szybko, zanim się obejrzałam piłkarz
wrócił do domu. Przywitał się ze mną namiętnym pocałunkiem, kazałam mu usiąść
przy stole, kilka minut później dołączyłam do niego i zaczęliśmy konsumować
przygotowane przeze mnie danie, chłopak oczywiście wychwalał moje „niesamowite”
umiejętności kulinarne, tym czasem ja uznałam moje danie za kompletny niewypał.
Posprzątałam po obiedzie i poszłam się przygotować do wyjścia z tatą i bratem,
zapytałam się Neya, czy chce iść z nami, ale stwierdził, że woli zostać w domu
i się ponudzić. Próbowałam go nakłonić do zmiany zdania, ale mi się to nie
udało, w rezultacie byłam zmuszona oprowadzić moją rodzinę po mieście, którego
sama do końca nie znałam, a nie pomyślałam o tym wcześniej i sama wyskoczyłam z
propozycją wycieczki. Chodziliśmy po mieście cały dzień, chłopcy byli pod
wrażeniem. Postanowiliśmy udać się do restauracji, bo przez cały dzień marszu
po mieście zgłodnieliśmy. Po zjedzonym posiłku wyszliśmy z lokalu. Chłopcy
wrócili się do środka, bo Dominik zapomniał bluzy, ja zostałam na zewnątrz.
Zadzwoniła do mnie mama, żeby się zapytać jak tam u nas i czy wszystko w
porządku. Porozmawiałam z nią chwilę po czym się rozłączyłam. Byłam
zniecierpliwiona długą nieobecnością chłopaków, więc zaczęłam chodzić po
chodniku tam i z powrotem.
- Co oni tam tak długo robią?- pomyślałam, chciałam już wrócić do domu,
ponieważ było już ciemno, byłam wykończona po całym dniu, jedyne o czym marzyłam
w tamtym momencie, to gorąca kąpiel i sen. Nagle poczułam, że ktoś chwyta mnie
za rękę i ciągnie za sobą w jakąś ciemną uliczkę.
No i mamy kolejny :D Znowu moje plany z wcześniejszym zamieszczeniem rozdziału legły w gruzach, ponieważ dopadło mnie przeziębienie i nie mam kompletnie chęci do życia, nie wspominając już o pisaniu opowiadania, ale jednak udało mi się trochę nabazgrać. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę się Wam spodobało :) Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział, być może w ten weekend, ale nie obiecuję.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
Następnego
dnia mój stan był na tyle dobry, żebym mogła wrócić do domu. Czekając na wypis
zadzwoniłam do Neymara, żeby po mnie przyjechał. Niedługo po tym byliśmy już w
drodze do domu.
Przez całą drogę było mi niedobrze, bolała mnie głowa, czułam się okropnie.
Chciałam pójść do swojego domu, ale Ney się uparł, żebym została u niego, żeby
miał na mnie oko. Gdy tylko wysiadłam z auta poinformowałam go, że idę się
położyć, tak też zrobiłam. Przez cały dzień krążyłam pomiędzy łóżkiem a
łazienką. Ney cały czas wypytywał, co jest powodem moich nudności. Powiedziałam
mu, że to przez tą kroplówkę, musiałam coś wymyślić, bo zamęczyłby mnie tymi
pytaniami. W rzeczywistości sama nie wiedziałam co jest przyczyną mojego
okropnego samopoczucia, na pewno nie było to przez tą kroplówkę. Zaczęłam
myśleć, że jestem w ciąży. To byłoby najgorsze co mogło mnie spotkać. Około 18
udało mi się przekonać Neymara, żeby zajrzał do mojego domu i sprawdził, czy u
chłopaków wszystko w porządku. Gdy tylko wyszedł zadzwoniłam do Pauliny i
poprosiłam ją, żeby przyjechała do mnie, zgodziła się, ale powiedziała, że
będzie za jakąś godzinkę, bo jest z Marciem na mieście. W międzyczasie
ogarnęłam się trochę i poszłam do apteki po test ciążowy, później wróciłam do
domu, byłam zniecierpliwiona nieobecnością przyjaciółki, nie wytrzymałam i
postanowiłam sama zrobić test, udałam się do łazienki i… to były najdłuższe
minuty w moim życiu, czekałam na wynik, w końcu minęło to kilka minut. Okazało
się, że wynik był pozytywny. Byłam załamana, nie wiedziałam jak Ney na to
zareaguje. Usłyszawszy dzwonek do drzwi podbiegłam je otworzyć.
- Hej Alex, co jest?
- Paula… ja jestem… w ciąży…- wydusiłam z siebie dławiąc się łzami.
- Al, spokojnie… Uspokój się, pogadajmy.- powiedziała i przytuliła mnie mocno.
- Paula, on mnie zostawi.
- Nie zostawi… Pamiętasz jak ja myślałam, ze Marc mnie zostawi jak mu powiem?
Nie zostawił, teraz czekamy niecierpliwie na narodziny małego.
- Ale to Marc… Skąd wiesz, że Ney zareaguje tak samo? Zostawi mnie…
- Cholera! Mówisz jakbyś go nie znała. Al, on cię kocha ponad wszystko,
myślisz, że przestanie tylko dlatego, że jesteś w ciąży? Poza tym to jeszcze
nie widome na stówę, że tak jest. Jutro umówię cię do lekarza, który mnie
prowadzi.
- Ok, kochana jesteś.- powiedziałam i przytuliłam ją mocno.- Ej! Czy ty
powiedziałaś, że będziecie mieć syna?
- No… raczej… Miałam nie mówić ale palnęłam, tylko nie wypaplaj.
- Będę trzymać gębę na kłódkę… a masz jakieś imię?
- Nie… problem w tym, że nie mam…
- A co powiesz na Stefano?
- Wiesz, myślałam nad tym, ale sama nie wiem… W sumie… Czemu nie!
- No widzisz… Wystarczyło ze mną pogadać i już problemu nie ma.
- Dziękuję kochana. Dawaj obejrzymy jakiś film, czy coś. Rozchmurzysz się.
- Ok, co oglądamy?
- Dawaj jakąś komedię.
- Ok.
Cały wieczór spędziłam z przyjaciółką oglądając filmy, później Ney wrócił do
domu, więc Paula stwierdziła, że czas na nią, po czym poszła do domu. Unikałam
Neya, nie wiem czemu, może po prostu dlatego, że bałam się, że zauważy, iż coś
przed nim ukrywam.
Hejka! Oddaję Wam kolejny rozdział :) Przepraszam, że taki króciutki, ale mimo wszystko mam nadzieję, że się spodobał :D
CZYTASZ= KOMENTUJESZ